Rozpoczął się już gorący okres na mojej uczelni, dlatego niestety przez najbliższe kilkanaście dni będę pisać rzadziej. Zaczęłam już ostro zakuwać (jak zwykle na ostatnią chwilę :P) do egzaminów i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to w przyszłym tygodniu powinnam być po wszystkim i stresować się już tylko obroną magisterki 😉 Aczkolwiek z moimi planami różnie bywa, więc poza nauką pozostaje mi jeszcze mieć nadzieję, że nie powinie mi się noga, a Was prosić o mocne trzymanie kciuków, przydadzą się 🙂

Fotomenu dzisiaj znacznie większe niż zwykle 😉 Zacznijmy od małych zdjęć idąc w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara.
1. Jogurt grecki z białkiem, siemieniem lnianym i borówkami.
2. Podobno prawdziwy placek po węgiersku – ziemniaczano-drożdżowy, smażony, polany śmietaną i posypany serem żółtym. Mnie smakował 😉
3. Maca z łososiem i jajka w koszulkach ze szczypiorkiem.
4. Micha warzyw, twarożek i maca.
5. Krem z białych szparagów. Obłęd! <3
6. Pizza owsiana z krewetkami. Kolejna moja miłość 😀
7. Ulubiona wersja twarożku – ze szczypiorkiem i rzodkiewką.
8. Łosoś w sosie cytrynowo-rozmarynowym z ryżem.
Duże foto: pierś z kurczaka w pomarańczowo-rozmarynowej marynacie zapiekana z camembertem, kulki jaglane i szparagi w sosie pomarańczowo-winnym. Mistrzostwo świata, w dodatku całość robi się w 40 minut! Dzięki temu daniu (i zupie-krem) pokochałam szparagi 🙂

A jeśli mało Wam kulinariów – zajrzyjcie do posta z nowej serii Przykładowe całodniowe menu (tam m.in. przepis na sos do łososia).

Eksperymentalna panna cotta okazała się strzałem w 10! Najlepszy deser w okresie letnim. Już nie mogę się doczekać jagód i malin, żeby wypróbować ją z tymi sosami 🙂
Przepis znajdziecie na Facebooku 🙂

Moja „potreningówka” 😉 Posiłkiem tego nazwać nie można, ale daje radę zaspokoić pierwszy głód po wejściu do szatni, a przed dotarciem do domu.
Fasolowa brownie-babeczka, owocowe smoothie i białeczko – tutaj o smaku czekoladowo-orzechowego kremu <3

Sok jabłkowo-buraczkowy – coś wspaniałego! W okresie jesienno-zimowym robiłam smoothies z (m.in.) jabłek i buraków, ale na teraz są nieco zbyt „ciężkie”. Chyba przerzucę się na soki.

Do tej pory znałam szparagi w jednej wersji – zawijane w szynkę, z sosem chrzanowym w plastrze ananasa – robione przez moją mamę jako jedno z popisowych dań 😉 W tym sezonie odkrywam je na nowo próbując kolejnych przepisów (co zresztą widać w Fotomenu). Jeśli macie swoje sprawdzone receptury, piszcie koniecznie w komentarzach! 🙂

Nauka, nauka, nauka… Obecnie siedzę nad postępowaniem karnym. Idzie baaaaaaardzo powoli…

Pewnego pięknego dnia umawiam się z M. na siłkę.
– Ja zakładam chyba spodenki, strasznie gorąco jest.
– No to ja chyba też.
I chyba ich nie założyłyśmy 😛 Obie parsknęłyśmy śmiechem, kiedy się spotkałyśmy 😛

Z okazji The Tall Ships Races w miniony weekend do Szczecina zawitało kilka „stateczków” 😉 A tak serio – podobno część z nich to największe żaglowce na świecie.
1. Dar Młodzieży.
2. Sedov.
3., 4. ORP Sęp – tym razem nie żaglowiec, a łódź podwodna.

1. ORP Toruń.
2. Generał Zaruski (z tyłu) i Brabander.
3. Mercedes
4. Loth Lorien (z przodu) i Shtandart.

1. Zawisza Czarny.
2. Nowa szczecińska marina (choć do gdańskiej spooooro jej brakuje :P).
3. Bembridge.
4. Widok z daleka na żaglowce klasy B i C plus w oddali te większe – m.in. Fryderyk Chopin i Dar Młodzieży.

Na sobotnich TTSR złapała nas ulewa. Po powrocie do domu moja koszulka wyglądała właśnie tak 😛 Mimo wszystko nie żałuję, zresztą deszcz był ciepły – a od takiego się podobno rośnie 😉

Widok na drugą stronę Bulwarów i most pontonowy rozłożony na czas regat. Szkoda, że nikt nie myśli o postawieniu takiego na stałe. Wchodzenie po prawie 100 schodach i schodzeniu po takiej samej ich liczbie skutecznie odstrasza wiele osób przed spacerami po prawym brzegu Odry.

I widok z Zamku Książąt Pomorskich na imprezę 😉 Niestety, bardziej widać tutaj karuzele niż statki, ale po wejściu na złą stronę mostu moim towarzyszom nie w głowach było wspinanie się po nich ponownie w deszczu 😛

Woda z miętą i dodatkami (truskawki, cytryna, pomarańcza, ogórek…) jest wybawieniem w takie upalne dni, jakie ostatnio mieliśmy. No i w końcu mam jak spożytkować moją doniczkową miętę, która chyba trochę za bardzo wybujała i zajmowała do niedawna 1/3 parapetu 😉

I ostatnie zdjęcie – butla/bidon na smoothies. Z szerokim dzióbkiem, wyprofilowana i kompletne szczelna. Do kupienia w Saturnach 🙂

Jak Wam minął ten tydzień? Może ktoś z Was też zwiedzał żaglowce? 😉

Obserwuj mnie na:
error