I znowu blogowe zamknięcie tygodnia odbywa się w poniedziałek 😉 No trudno. Nie będę owijać w bawełnę, że nie miałam wczoraj w co ręki włożyć. Po prostu najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało.
Miałam spędzić dzień na Reebok Fitness Camp, ale w czwartek tak poparzyłam sobie ramiona, plecy i barki, że wciąż nie jestem w stanie podnieść rąk do góry, w dodatku muszę spać na brzuchu, więc nie dość, że 16h w pociągu nie należałoby do najprzyjemniejszych, to i tak nie mogłabym ćwiczyć. Jestem zła na siebie, że zlekceważyłam popołudniowe słońce… Szczęście, że przynajmniej na twarz stosuję filtry, bo pewnie przez kolejny tydzień chodziłabym z burakiem na twarzy 😛

1. Wczoraj w ramach rekompensaty za brak wyjazdu na RFC zamówiliśmy pizze. Od dawna chciałam sprawdzić pizzę fitness i okazała się ona strzałem w dziesiątkę! Mąka żytnia, lekki sos pomidorowo-ziołowy, kurczak, kukurydza, mozzarella i rukola <3
2. Od kilku tygodni chodziła za mną sałatka grecka, aż w końcu spełniłam moje marzenie 😉 Mieszanka sałat, szpinak, pomidor, feta i vinegrette.
3. Długi weekend w większości spędziliśmy u moich rodziców. Jako że w Szczecinie nie ma zbyt wielu miejsc do grillowania, korzystałam z tej możliwości w domu rodzinnym. Na zdjęciu młode ziemniaczki, pierś z kurczaka w przyprawach i pomidor z cebulką. Ale nie odmówiłam sobie też karkówki, kiełbasy i grillowanych bananów, które uwielbiam 🙂

Małe fragmenty ogrodu – magnolia (w tle wciokrzew i świerki) i różanecznik (na drugim planie irga i tuje).
Przy okazji pobawiłam się trochę w ogrodniczkę i razem z babcią powyrywałyśmy i dosiałyśmy co nieco w ogródku warzywnym 😉

Po prawie dwóch tygodniach testowania próbek, w końcu zdecydowałam się na pełnowymiarowy podkład mineralny. Postawiłam na Amilie Minerals w formule Coverage i jestem z niego bardzo zadowolona.

W minionym tygodniu Kaskadę przejęły balonowe rzeźby. Na zdjęciu dinozaury i smok, ale widziałam też Asterixa i Obelixa i parę innych postaci 😉

„Umarnięta” M. po naszych pierwszych interwałach 😀

A tutaj sprawcy całego zamieszania. Jak się bawić, to na całego 😉 Były przysiady, wykroki, burpees, martwe ciągi… Zresztą zobaczycie sami, bo szykuje się mała niespodzianka 🙂

…a mi jak zwykle mało 😛

Poznajcie Shelby’ego 😉 Zabawki z tej serii już dawno temu skradły moje serce, a teraz w końcu mam jedną (pierwszą i nie ostatnią :D) na własność. Te oczy są hypnotajzing 😉

Obserwuj mnie na:
error