Tak bardzo nie chciałam się spóźnić z ulubieńcami lutego (tak jak to było w przypadku ulubieńców stycznia), że i tak nic z tego nie wyszło. Postanowiłam więc połączyć ulubieńców dwóch poprzednich miesięcy i przy okazji wprowadzić nową formułę tej serii postów. Ostatnio zdarzało się, że wyszukiwałam na siłę „ulubionych” filmów czy piosenek z minionego miesiąca, tak więc od tej pory znoszę kategorie i pokazywać Wam będę wyłącznie to, co naprawdę mnie zachwyciło.

Gumki a la invisibobble

Oba zestawy kupiłam w Rossmannie, ich cena to 4,99 zł za 3 sztuki, więc znacznie taniej niż prawdziwe invisibobbles. Świetnie trzymają włosy (choć z kitką do biegania bym nie ryzykowała, wtedy lepiej zapleść warkocz/warkocze), nie ciągną ich i nie łamią. I mają oryginalny wygląd 😉

Butelka bobble

Od kiedy do mnie przybyła, nie rozstaję się z nią. Jeździ ze mną do pracy, na siłownię, do miasta… Mogę napełnić ją w każdej chwili i gdziekolwiek jestem, a dzięki wkładowi filtrującemu nie muszę martwić się o bakterie czy zanieczyszczenia wody.

Jasne Błonia

Kiedy wybraliśmy się jakiś czas temu na spacer z narzeczonym, oczarowała mnie mnogość kolorów kwitnących krokusów. Nie wiem, czy jeszcze kwitną (choć powinny), ale warto się tam wybrać 🙂

Czekolada

Gorzka czekolada słodzona stewią z owocami leśnymi Torras to mój słodyczowy hit hitów. Nie dość, że jest zdrowa, to w dodatku jedna kostka nie pociąga za sobą całej tabliczki. Ja, słodyczoholik na wiecznym głodzie, potrafię opanować się po zaledwie dwóch kostkach.

Owsianka

Przygotowywana „nowym” (dla mnie) sposobem w końcu nie powoduje u mnie brzucha wielkości balona! Płatki (plus siemię lniane/słonecznik/wiórki kokosowe/suszone owoce) zalewam wrzątkiem, odstawiam do napęcznienia, a po lekkim ostygnięciu dodaję owoce i odżywkę białkową. Takie śniadanie daje mi energię na cały dzień, jest przepyszne i wzbudza zazdrość kolegów z pracy – od jakiegoś czasu proszą mnie o przygotowanie większej ilości 😛

Green way

W przeciągu ostatnich 2 miesięcy odwiedziłam go 3 razy. Po raz pierwszy byłam tam z Natalią i jej przyjaciółką. Później zabrałam tam moją M., a na końcu obie zaciągnęłyśmy tam naszych narzeczonych 😉 W tym czasie spróbowałam 2 burgerów: z grillowanym tofu i jaglanego oraz samosów w sosie rozmarynowym, które okazały się być hitem hitów. Dodatkowo skubnęłam też burgera z soczewicy (ten średnio mi smakował), ryżu z jogurtem i owocami oraz naleśników z owocami, jogurtem i czekoladą. Póki co samosy są numerem 1, a zaraz za nimi plasuje się burger jaglany i te dwie pozycje mogę Wam z czystym sercem polecić.

Pure Jatomi Fitness

Do Pure’a zapisaliśmy się mając pewne obawy po przeczytaniu kilkudziesięciu negatywnych komentarzy. Miałam już jednak dość brudnych i ciasnych pryszniców w Active, małych szafek, wiecznie zepsutych bieżni i „klimatycznego” „zapachu”. Po treningu próbnym w PJF byłam pod mega pozytywnym wrażaniem i od miesiąca czekam na jakikolwiek negatyw – niemiłą obsługę, kolejki do maszyn/ławeczek, zepsuty sprzęt – i nic! Albo mocno się tam pozmieniało, albo wszystko to bajki wyssane z palca 😉
Fakt, zdarza się (i to dość często), że ludzi jest naprawdę sporo i muszę poczekać minutę na wolną ławeczkę albo maszynę, ale to wciąż mniej czasu, niż wynosi mój odpoczynek między ćwiczeniami. Zresztą w razie czego zawsze udaje się dogadać, żeby serie robić na zmianę.
Poza tym obsługa (mówię o trenerach jak i paniach na recepcji) jest zawsze bardzo miła, a dziewczyna, która namówiła nas na karnety (i w dodatku wynegocjowała krótsze umowy ;)) zawsze z nami rozmawia i nie jest to tylko zdawkowe „cześć, co słychać?”. Tak więc jeśli jesteście ze Szczecina i akurat poszukujecie nowej/pierwszej siłowni – polecam bardzo Pure’a w Kaskadzie. Gwarancja zadowolenia 🙂

„Mediocre”

Tą piosenką zaraził mnie chyba jeszcze w styczniu kolega z pracy, puszczając ją dość często. Początkowo, nie znając jej tytułu, śmiałam się, że jest to utwór o jodze (w refrenie słychać „yoga” i nie mówcie, że nie) 😛
I ta niesamowita Iggy Azalea <3

„Noche y de dia”

Nie przepadam za hiszpańskimi (i im podobnymi) piosenkami, ale „Noche y de dia” jest wyjątkowa i spodobała mi się od pierwszego przesłuchania. Ma stałe miejsce na mojej playliście 😉

„Vivir mi vida”

Tak, jak nie przepadam za M.A. (i hiszpańskimi utworami 😛 ), tak ta piosenka trafia kompletnie w moje gusta. Rytm rytmem, muzyka muzyką, ale przesłanie, jakie niesie za sobą ten utwór sprawia, że aż chce się „przeżyć swoje życie” i nie marnować żadnej chwili. Wsłuchajcie się w tekst! 🙂

„Love me like you do”

Nie znam faktów na ten temat, ale podejrzewam, że to jedna z najczęściej słuchanych i puszczanych w radio piosenek w lutym 😉 Typowo babska ballada, której po prostu przyjemnie się słucha (chociaż koledzy z zespołu po tygodniu mieli inne zdanie :P).
A tak przy okazji – natknęliście się może na wersję, która była umieszczona w filmie podczas lotu helikopterem, gdzie poza „love me like you do” i „touch me like you do” Ellie śpiewała również „kiss me like you do” i „want me like you do”?

„Crazy in love”

Uwielbiam tę piosenkę w oryginale. W czasach liceum (a może nawet gimnazjum?) nagrałam nawet jej cover razem z koleżanką 😉 Natomiast kiedy usłyszałam ją w nowej wersji, nie mogłam uwierzyć w to, że można było ją tak zepsuć… Sofia zmieniła moje zdanie na ten temat. Być może narażę się teraz wszystkim fanom Queen B (żeby nie było – sama ją uwielbiam), ale tej dziewczynie wyszło to o wiele lepiej, po prostu.

Jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca? 🙂

Obserwuj mnie na:
error