Dzisiejszy Fototydzień jakimś cudem udało mi się stworzyć bez opóźnienia 😉 Wszystko to zasługa kompletnie wolnego od pracy i innych obowiązków weekendu i kilku kolejnych dni, które jednak będą dość intensywne z racji tego, że spędzę je poza domem. Korzystając jednak z tego, że sporą część tego czasu spędzę w pociągu, postaram się przygotować kilka „zapasowych” wpisów na awaryjne sytuacje 😉

W tym tygodniu nie odpuściłam tradycji i fotomenu musiało się pojawić.
1. Kakaowy omlet z czekoladowym masłem orzechowym i pomarańczowym dżemem 100%.
2. Pancakes (porcja dla 2 osób) i koktajl ze szpinaku, banana i jagód.
3. Owsianka dla dwojga. Płatki owsiane, whey, woda, słonecznik, pestki dyni, jagody goji, rodzynki. Dodatkowo dla mnie suszone śliwki i czarne porzeczki, a dla mojego narzeczonego pomarańcza.
4. Frytki z batatów, warzywa na patelnię i smażony śledź.

We wtorek postanowiłyśmy z M., że zostaniemy na noc w pracy, aby dokończyć projekt w terminie. Niestety, nie na wszystkich w zespole można liczyć, dlatego mimo naszego poświęcenia wszystko przeciągnęło się do weekendu.
Na zdjęciu nasz całonocny prowiant – gofry z jabłkami i cynamonem, pizza białkowa z papryką, jabłka, spaghetti ryżowe z mięsem z indyka, makaron ryżowy z bazyliowym pesto.
Nie dałyśmy rady tego zjeść 😉

A w piątek, po pracy, wybrałyśmy się do Green waya na burgery …i krowa cała – te same, na których byłam z Natalią 😉 Tym razem wzięłam burgera z kaszy jaglanej, który z miejsca wskoczył na podium moich ulubionych wariacji vege-burgerowych. M. poleciłam burgera z soczewicy, którego chwaliła Natalia, wzięłyśmy też po jednej sztuce dla naszych facetów. Niestety (chociaż w sumie może i „stety”?), u mnie skończyło się to tym, że sama musiałam go zjeść 😛 Nie stał się jednak moim ulubieńcem. Póki co jaglany wygrywa 😉

W poniedziałek przed pracą udałam się do Lidla z myślą, że nie dostanę już tego, po co idę – a szłam po masła orzechowe. Na szczęście czekało na mnie ich całkiem sporo, w dodatku widziałam je nawet jeszcze wczoraj 😉

Wracając w środę z siłowni zahaczyliśmy o Biedronkę, gdzie znalazłam „chleb”, którego chyba tylko jeszcze ja jedna w całej blogosferze nie próbowałam 😛 W dodatku był w promocji i wydałam na niego tylko 4 czy 5 zł. Póki co leży i czeka na nasz powrót, ale jak tylko go upiekę, na pewno podzielę się z Wami naszymi wrażeniami.
Póki co ubolewam nad tym, że będzie taki mały… 😛

Dość tego jedzenia! Czas na kosmetyki 😉 Żel pod prysznic i balsam do ciała marki Petal Fresh Organics otrzymałam co prawda w ramach współpracy, ale naprawdę z czystym sercem muszę Wam je polecić. Niedługo napiszę o nich więcej, bo zdecydowanie na to zasługują 🙂

A tu już mój „prywatny” zakup – pomadka Alterry granat i aloes. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie mimo marudzenia mojego narzeczonego 😉 Kiedy wstawiłam jej zdjęcie na Instagrama oraz Facebooka z pytaniem o Wasze odczucia, opinie były skrajnie różne. U mnie po tych kilku dniach użytkowania sprawdza się genialnie i bardzo fajnie współpracuje ze szminką Wibo, którą ostatnio odkopałam 😉 Za tak niską cenę (4 zł?) myślę, że warto ją wypróbować.

I na koniec sportowy akcent – dwa z moich #gymoutfits 😉 Po lewej wczorajszy, po prawej dzisiejszy.

Obserwuj mnie na:
error

6 komentarzy

  1. Nebeskaa Natalia Reply

    oh to muszę wpaść na bugera z kaszy jaglanej 😀 a tę pomadkę chyba wypróbuje, kosztuje grosze, więc można przetestować 😀 no i ten zapach <3

  2. testowałam ten chlebek u mnie na blogu 🙂 całkiem dobry, a fotorelacja bardzo inspirująca i motywująca <3

Write A Comment