Ten weekend (a w sumie cały tydzień) był bardzo pracowity. Od środy w domu miałam mini-szpital, bo mój narzeczony się przeziębił walczył o życie, również w środę spotkałam się z Natalią i jej przyjaciółką (więcej zobaczycie w dalszej części posta), a na sobotę i niedzielę pojechałam do rodziców na imprezę – 50. urodziny mojego taty 😉
Do tego praca, poszukiwania prezentu, praca, zakupy, praca, sprzątanie i ten czas zleciał nie wiadomo kiedy. Mimo wszystko w międzyczasie udało mi się pstryknąć kilka fotek – choć tym razem, co dziwne, brakuje fotomenu w formie, do której jesteście przyzwyczajeni 😉

Na początek domowe wołowe hamburgery z mozzarellą, cebulą i pomidorem – specjalnie dla pacjenta, który nie miał apetytu 😀

We wtorek wracając z porannego treningu i wiedząc, że nie zdążymy zrobić przed pracą obiadu, zaszliśmy do China town. Ja wzięłam moje ukochane sajgonki, a mój narzeczony kurczaka w pięciu smakach. Rewelacji nie ma 😉 Chyba i tak wolę Mekong.

Uwielbiam robić zakupy spożywcze w Lidlu! Świeże warzywa, owoce i najlepszy nabiał 🙂

Po imprezie dostałam na wynos jeszcze mini-tartę czekoladową. Nie mogę się już doczekać, kiedy będziemy mogli ją zjeść 😛

Posiłki „na mieście”, które zjadłyśmy z Natalią. Na górze wegańskie burgery z …i krowa cała – mój z grillowanym tofu, Natalii z kotletem z soczewicy. Obu nam baaaardzo smakowały! Planuję zabrać tam w tym tygodniu moją M., bo jeszcze kilka smaków pozostało mi do odkrycia 😀
Na dole sałatki z Salad story, na które namówiła mnie Nebeskaa. Zakochana w owocach morza wybrałam wersję z krewetkami, ale niestety mocno się zawiodłam – były prawie surowe!

Oczywiście spotkanie nie mogło odbyć się bez sportowych akcentów! 😀 Poza przebytymi 729874329 kilometrami i szaleństwami na placu zabaw, zrobiłyśmy piętrowego planka. Niestety, nie udało nam się do niego namówić ani przyjaciółki Natalii, ani mojego narzeczonego. Nie wiedzą, co stracili 😛

Moja nowa szkatułka na biżuterię. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia 😉 Początkowo miała „robić” za cukierniczkę, ale to trochę bez sensu, skoro mało kto z odwiedzających nas znajomych słodzi 😉

Ostatnie zdjęcie – fryzura z początku tygodnia 😉 Musiałam spróbować zrobić ją sama i zobaczyć, jak w niej wyglądam, bo na tej bazie ma powstać moja fryzura ślubna. O ile znajdę fryzjerkę, która się tego wyzwania podejmie 😛


Czas na anegdotki!

Pierwsza związana ściśle z siłownią.
Gwoli szybkiego wyjaśnienia napiszę tylko, że nie należymy do par, które się obściskują i obmacują w miejscach publicznych, ponadto mamy zupełnie inne plany treningowe, a kiedy ćwiczymy, skupiamy się na tym, co robimy, a nie gadamy. I druga informacja – na „naszej” siłowni sale z wolnymi ciężarami i z maszynami to osobne pomieszczenia.
Na początku tygodnia byliśmy oboje razem na siłowni. Dla mnie był to dzień pleców, mój narzeczony trenował klatkę i triceps. Ja zaczęłam od wolnych ciężarów i na koniec zostawiłam sobie ściąganie drążka wyciągu górnego. Po wszystkich wiosłowaniach, martwych ciągach, „dzień dobry” itd. poszłam więc na salę z maszynami, podczas kiedy TŻ został na jednej z ławeczek. Na ławeczce obok trenowało na zmianę dwóch kumpli. Po moim wyjściu usłyszał krótki dialog:
1: Fajna, co nie?
2: Noooo. Ale dobrze, że już poszła, bo się skupić na ćwiczeniach nie mogłem.
A już zaczynałam wierzyć w to, że tam nikt na nikogo nie zwraca uwagi…

***

Wczorajsza rozmowa z babcią.
(…)
B: A co ty taka zdyszana jesteś?
M: A bo do domu dopiero weszłam, na siłowni byliśmy, a później jeszcze po zakupy leciałam.
B: No wam akurat siłownia potrzebna! Ty chuda jak pies jesteś!
M: Babciu, ja nie chodzę tam żeby się odchudzić tylko zbudować mięśnie, być silniejsza i sprawniejsza. Nie biegam tam, nie jeżdżę na rowerku, tylko ciężary podnoszę.
B: I w chłopa się przemienisz!
M: (śmiech) Nie przemienię.
B: No uważaj. Ostatnio jeden profesor się wypowiadał w telewizji, że ciężary nie są dla kobiet. (moja babcia, kiedy nie ma argumentów, zawsze powołuje się na telewizję i jakieś medialne autorytety)
M: A ja się na tym znam i wiem, że są. Są tysiące innych profesorów, którzy uważają odmiennie. Jak przyjadę to pokażę Ci zdjęcia kobiet, które podnoszą ciężary i nie wyglądają jak faceci.
B: Ta… Babochłopy…

Obserwuj mnie na:
error