Kolejny megaintensywny tydzień za mną. Widać to przede wszystkim po mojej absencji na blogu i w SM. Niestety wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie niewiele się pod tym względem zmieni, choć będę się starała napisać więcej niż 2 posty tygodniowo 😉

Fotomenu tradycyjnie na początku dla zaostrzenia apetytów 😉
1. Baton z suszonych owoców z naprawdę fajnym składem!
2. Chleb żytni na zakwasie z masłem, sałatą, jajkiem sadzonym, łososiem i szczypiorkiem.
3. Marchewkowy omlet z jogurtem i nashi.

W końcu „nadejszła wiekopomna chwila” i postawiłam swoje pierwsze kroki na siłowni 😉 Co prawda mieliśmy tam iść razem z narzeczonym w poniedziałek, ale niedziela jest równie dobrym dniem.
Stęskniłam się za ciężarami!

Żeby tylko odwlec dzień kupienia karnetu, TŻ stosował różne sztuczki – łącznie z propozycją zakupów w Decathlonie. Sama nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam, ale na zdjęciu są namacalne dowody 😉

Przy okazji odwiedziliśmy też Auchan, w którym zaopatrzyliśmy się hurtowo w (głównie) węgle 😀 Na zdjęciu otręby gryczane, makaron ryżowy, ryż brązowy i soja.

W czwartek zabookowaliśmy też salę na wesele. Nie ma odwrotu 😉


Czas na coś śmiesznego! Obiecałam mojej M., że będzie jedną z bohaterek anegdotek i tak się stanie 😉

Siedzimy w pracy. M. rozmawia przez telefon ze swoim TŻ, który z zalecenia lekarza stara się zdrowo odżywiać. Kończy.
Ja: I co tam?
M: Idzie sobie ryż gotować.
Ja: Szaleje chłopak.
M: No, lepiej ryż niż jakieś g*wno.
… Zdecydowanie 😀

***

Nienawidzę, kiedy mój narzeczony ma nieogoloną twarz. Jak tylko dojrzę cień zarostu, wiercę mu dziurę w brzuchu, żeby odkurzył golarkę. Dialog z tego tygodnia.
Ja: Wiesz co teraz zrobisz? Pójdziesz do łazienki…
: Przecież nie jestem aż tak bardzo zarośnięty.
Ja: Już 2 dni się nie goliłeś!
: Jakie 2 dni? Wczoraj się goliłem. (naprawdę przekonującym tonem, jakby sam w to wierzył :P)
Ja: Nie, nie goliłeś się wczoraj.
: (myśli, 15 sekund mija…) No dobra, wczoraj nie.

***

Siedzimy w domu. Na stole leży m.in. karta TŻ, którą zazwyczaj noszę ze sobą na wypadek większych wydatków, a której po ostatnich porządkach nie schowałam do portfela.
: Kochanie, ty to bierz i noś, bo później są problemy… Trzeba wychodzić z domu.
Taki tam aktywny tryb życia 😛

Obserwuj mnie na:
error