Około 30% (statystyki szacunkowe) pytań, które otrzymuję od Was na Ask.fm, dotyczy cheat meali. Czy 1000 kcal to dużo, czy czekolada jest ok, co zrobić, kiedy wypada chat day, a Tobie nie chce się nic „zakazanego”, czy lepszy hamburger czy longer i co to w ogóle jest ten cheat meal? Większość pytań się powtarza, a ja powtarzać się nie lubię i dlatego wszystkie informacje o cheatach zbiorę w jednym poście.

Czym jest cheat meal?
‚Cheat meal’ to z języka angielskiego ‚oszukany posiłek’. Tłumacząc z polskiego na nasze – jest to posiłek będący odstępstwem od przestrzeganej na codzień diety (rozumianej oczywiście jako sposób odżywiania). Tak więc dla każdego cheat będzie czym innym. Jeśli „tylko” zdrowo się odżywiasz, oszukanym posiłkiem będzie każdy posiłek zjedzony w McDonald’s. Jeśli nie łączysz węglowodanów z białkami, cheatem będzie indyk z ryżem. Jeśli nie jesz cukru, Twój cheat to lody czy czekolada – i tak dalej.

Powody, dla których stosuje się cheat meale, są dwa.
Po pierwsze, dla komfortu psychicznego. Jeśli jednego dnia odstawisz nagle „wszystko, co kochałaś” – frytki, chipsy, hamburgery, żelki, batony, czekoladę – może Ci zacząć ich brakować i będą Cię kusić coraz bardziej, aż w końcu ulegniesz pokusie i rzucisz się na zakazane rzeczy. Często prowadzi to do kompulsów, w które o wiele łatwiej jest wpaść niż z nich wyjść. Dlatego też jeśli masz „słabą silną wolę” dobrym pomysłem jest ustalenie sobie jednego dnia w tygodniu (może to być równie dobrze jeden dzień na dwa tygodnie czy w miesiącu), w którym możesz zjeść posiłek, do którego byłaś przyzwyczajona przed „przejściem na dietę”. Jeśli uważasz, że masz na tyle silną wolę, że nie potrzebujesz cheat meali, nie musisz ich stosować. Tym lepiej dla Ciebie i Twojego zdrowia.
Drugim powodem jest przyspieszenie metabolizmu na diecie redukcyjnej. Przy obniżeniu podaży kalorii w czasie odchudzania, organizm po pewnym czasie przyzwyczai się do nowej kaloryczności i będziesz wolniej tracić kilogramy, a być może czeka Cię nawet zastój w gubieniu wagi. Cheat meal ze względu na (zazwyczaj) wysoką kaloryczność zmusza organizm do zwiększonego wysiłku przy trawieniu pokarmu, dzięki czemu metabolizm wchodzi na najwyższe obroty.

Największym mitem, z jakim się spotkałam, jest to, że cheat meal (i to najczęściej w postaci mega zestawu z fast fooda) jest obowiązkowy. NIE JEST. Jeśli nie masz ochoty, mimo tego że ustaliłaś sobie, że w sobotę zjesz coś „zakazanego”, nie musisz tego jeść. Lepiej na tym wyjdziesz.
Ponadto jeśli chcesz się po prostu zdrowo odżywiać i robisz to przede wszystkim dla zdrowia, a nie dla figury, cheat meale nie mają żadnego uzasadnienia. Bez problemu ze zdrowych składników możesz zrobić sobie czekoladę, batona czy cheeseburgera i jeść je nawet codziennie, nie narażając się na litanię chorób za kilka(naście) lat.

Kwestie poboczne typu „ile cheat meali mogę mieć na redukcji/na utrzymaniu wagi” i im podobne, są sprawami indywidualnymi i dużo zależy od tego, po co chcesz je stosować (patrz: dwa akapity wyżej). Ja wyznaję zasadę: im mniej tym lepiej.
Nie jestem święta i zdarzają mi się odstępstwa od zdrowego odżywiania, ale robię wszystko, żeby kusiło mnie coraz mniej rzeczy. Na szczęście mam przy sobie żandarma w postaci mojego narzeczonego, który skutecznie hamuje moje zapędy do słodyczy (prawie) zawsze, kiedy trzeba 😉

Jak u Was wygląda kwestia oszukanych posiłków?

Obserwuj mnie na:
error