Witajcie w Nowym Roku! 🙂 Mam nadzieję, że zapał do zaprowadzania zmian w swoim życiu Was nie opuszcza. Ja jak (prawie) co roku nie robiłam żadnych postanowień, lubię żyć spontanicznie i nie chcę, żeby niespełnione obietnice dane samej sobie psuły mi humor. Jedyne, co chciałabym ogarnąć w tym roku, to znalezienie w końcu sali na najważniejszą imprezę w życiu 😉

Fotomenu na zaostrzenie apetytów.
Duże zdjęcie: mini serniczki cytrynowe.
Małe zdjęcia, kolejność według ruchu wskazówek zegara: bananowe serniczki z gruszką; lemon cheesecake z masłem kokosowym i koktajl z marchwi, avocado, mleka sojowego i miodu; falafele z kapustą pekińską i oliwkami; brownies z okary; zapiekanka ziemniaczana z mięsem mielonym i żółtym serem; białkowa pizza z salami, avocado, oliwkami, mozzarellą i żółtym serem; tajska zupa z kurczakiem; sałatka z dorszem.

Ta witaliśmy Nowy Rok – ze znajomymi w naszym mieszkaniu. Jedzenia było jakieś 3 razy więcej, do tej pory w lodówce stoi sałatka, na którą nie mogę już patrzeć 😛

Moje pierwsze w życiu zrobione własnoręczne sushi! 🙂 Wzbraniałam się rękami i nogami przed jego zwijaniem, ale okazało się, że to o wiele prostsze, niż myślałam. Coś czuję, że często będzie gościło na moim stole 😉

W Nowy Rok nie mogliśmy dopuścić do tego, żeby Kevin znów był sam w Nowym Jorku 😉

Ostatnio treningi ukierunkowuję na „core”, nogi i pośladki, co procentuje przy wynikach biegowych. Ale przysiady bez sztangi to nie to samo…

Wspominałam już o tym, że kocham wieczorne spacery (i biegi)? 😉


Anegdotka! Dziś jedna, ale dość złożona i długa 😉


Znajomi, z którymi spędzaliśmy Sylwestra, byli niedawno na wycieczce w Meksyku i trochę nam o tym opowiadali. D. wspomniał m.in. o legwanach, w których jestem zakochana od dawna. Moje uczucia po tych opowieściach odżyły i od kilku dni męczę mojego narzeczonego o takiego małego smoka. 
Pewnego pięknego wieczora leżymy już, gotowi do snu, ale mimo najszczerszych chęci nie mogę zasnąć.
M: Śpisz?
: Już prawie, a co?
M: A. To nie chcesz pogadać?
: A o czym chcesz rozmawiać?
M: O legwanie.
: … To śpię.
Nie zważając na to (taka ze mnie mała zołza :P) marudziłam mu przez kilka dobrych minut. Rano TŻ wstał wcześniej i chciał się zemścić za to, że nie dałam mu spać wieczorem – nie pierwszy raz zresztą.
: Wstawaj, pobudka!
M: Co tam?
: Czas wstać.
M: Ja jeszcze śpię.
: No ale porozmawiaaajmy.
M: O czym chcesz gadać? Chcę spać.
: Jakiś temat się znajdzie.
M: (zerwałam się) O legwanie?!
: To już lepiej śpij…

Obserwuj mnie na:
error

25 komentarzy

    • Uwielbiam wszystkie gady 🙂 A legwany to takie mniejsze smoki i przez to są fascynujące. Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć – po prostu podobają mi się i tyle 😉 Kiedyś widziałam w necie zdjęcie takiego zwierza wylegującego się na barierce balkonu, coś pięknego <3

    • A masz taką gadzinę? 😉 Szukam argumentów do przekonania narzeczonego, bo moja inwencja twórcza jest na wyczerpaniu 😀

  1. Hehehe, dobra anegdota. Bardzo życiowa. Też często zagaduję mojego męża przed snem i też później próbuje mi się odpłacić 🙂 Co do zdjęć, to aż mnie skręca z zazdrości jak patrzę na twoją figurę. Może 2015 będzie łaskawy i w końcu poprawię swój wygląd. Jestem bardzo zmotywowana!

    • E tam, nie ma co zazdrościć tylko działać! 🙂 Oby ta motywacja Cię nie opuszczała 🙂

  2. anegdotka – padłam 😀 uwielbiam je! 😀 też lubię niektóre gady, ale w moim domu nikt ich nie toleruje 😀

  3. Anegdotka najlepsza 🙂 Nigdy nie miałem w domu żadnego gada mimo, że uwielbiam wszystkie zwierzęta 🙂

Write A Comment