Dzień dobry wieczór! Przepraszam za to ogromne spóźnienie wszystkich tych, którzy czekali dziś na Fototydzień. Nie będę ściemniać, że byłam strasznie zajęta. Po prostu cały dzień miałam lenia i nie robiłam totalnie nic, dopiero wieczorem zebrałam się w sobie, zrobiłam konkretny trening i wstąpiły we mnie nowe moce 😉 Korzystając z tego, że nie zdążyły mnie jeszcze opuścić – zapraszam na przegląd zdjęć 🙂

Dużo jedzonka! 😀 Małe zdjęcia, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara: marchewkowo-piernikowo-gryczany omlet z dżemem 100%; proteinowa pizza na kolację; tradycyjnie: ryż, kurczak i warzywa; jajecznica z pomidorem i szczypiorkiem + wafle ryżowe; dzisiejszy makaron ze szpinakiem, porem, mascarpone i cieciorką; mini serniczki cytrynowe – ciacho na kolację ;); makaron z brokułem, mascarpone, cieciorką i żółtym serem; makaron z tuńczykiem, porem i mascarpone.
Duże zdjęcie: kakaowo-gryczano-marchewkowy piernik z twarożkiem i granatem.

W środę wpadła do mnie kumpela ze studiów i piekłyśmy pierniki. Leżą teraz grzecznie i czekają na Święta 🙂

Zamarzyły mi się lampki na parapecie. A marzenia są po to, żeby je spełniać 😉 Dzięki temu już od kilku dni mamy w mieszkaniu świąteczny klimat 🙂

Chillin’! Pierwsza połowa tygodnia była bardzo leniwa, za to porządnie nadrobiłam ją w drugiej 😉 Efekty zobaczycie już w przyszłym tygodniu!

Bieganie – my love! <3 Odpręża, relaksuje, pozwala wyładować złe emocje, oczyszcza wewnętrznie i sprawia, że czuję się wolna! Tego uczucia nie da się z niczym porównać 🙂
PS Pozdrowienia dla pana, który próbował zagadać – dobrze, że na żywo, a nie przez Spotted 😉

Rozciągam się intensywnie! Jak już pisałam poprzednio, trochę zaniedbałam ostatnio stretching, co niestety widzę podczas „jogowania”…

I na koniec dzisiejszy check-out 🙂 I mój podobno „zapuszczony” brzuch 😛



Byłabym zapomniała o anegdotkach – a mam dla Was dwie świeże, dzisiejsze.
Graliśmy dzisiaj z moim narzeczonym w kalambury na Kurniku – tak z nudów 😉

Rysuję, rysuję, TŻowi nie udało się odgadnąć. Hasło było ciężkie, więc spodziewałam się tego. Po skończonej rundzie pokazuje mi na szybko, jak inaczej mogłabym to przedstawić.
TŻ: Mogłaś to tak narysować.
Ja: I wtedy byś zgadł?
TŻ: Nie.
Ja: ….

***
Druga anegdotka jest z ilustracją. Hasło rysowałam ja, narzeczony zgadywał. W międzyczasie podpowiedziałam mu, że w odpowiedzi ma błąd ortograficzny. Poprawił się… Na jeszcze gorszą wersję. Na szczęście po chwili zorientował się, co napisał i podał poprawną wersję 😀
***
Ostatnia anegdotka jest z jednej z minionych nocy. Nad łóżkiem od strony naszych nóg mamy powieszoną półeczkę, na której stoją storczyki. Jeden z nich właśnie przekwita i gubi kwiaty. TŻ budzi mnie w środku nocy:
TŻ: M., kwiatek ci spadł.
Ja: Okej, wiem, że spadają.
Odwróciłam się na drugi bok i natychmiast zasnęłam. Obudziłam się po chwili ponownie, czując że coś (czy raczej ktoś) się rusza na łóżku. Okazało się, że spadł nie kwiatek-kwiatek, jak myślałam, ale cały storczyk, którego po namoczeniu nie włożyłam w osłonkę. A TŻ zbierał właśnie rozsypane na połowie łóżka podłoże 😀 Dobrze, że nie hoduję ich w ziemi 😉
Obserwuj mnie na:
error