Nowy tydzień przyniósł ze sobą pierwszy śnieg 🙂 Niestety nie było dane mi się nim nacieszyć, bo dogorywałam jeszcze wtedy w łóżku, a kolejnego dnia już go nie było. Trudno.
Udało mi się za to wreszcie pobiegać. W deszczu. I z pandą na oczach. Z lenistwa nie zmyłam tuszu do rzęs i wróciłam do domu z czarnymi obwódkami dookoła oczu. Zdarza się najlepszym 😛 Ale znowu wróciłam do swojego tempa i 6,5 km pokonałam ze średnią prędkością 10,1 km/h. Juhu! 🙂 Za to kocham bieganie jesienią i zimą!

Lewa kolumna, od góry: kasza jaglana gotowana z siemieniem lnianym na mleku kokosowym, rodzynki, nerkowce, amarantus ekspandowany, miód gryczany i smoothie z pomarańczy; kasza jaglana z siemieniem na mleku kokosowym, migdały, suszona morwa, rodzynki, miód gryczany; frytki z batatów, pieczony łosoś, smoothie z kaki i pomarańczy.
Środkowa kolumna: marchewkowy omlet z dżemem 100% z owoców leśnych, nerkowce.
Prawa kolumna, od góry: pieczony łosoś z pistacjami i warzywa na patelnię z nerkowcami; frytki z piekarnika, mintaj w ziołach, warzywa na patelnię; marchewkowy omlet z dżemem 100% z owoców leśnych i musem z kiwi.

Uwielbiam cytrusy! Kupuję je i zjadam tonami 🙂 Pomarańcze i cytryny są numerem jeden 🙂

Moja pierwsza mąka kokosowa. Zrobiłam ją z pozostałości z robienia mleka kokosowego.

Byłam grzeczna w tym roku, Mikołaj o mnie nie zapomniał! Tylko dlaczego taka czekolada? 😛

Nie pamiętam, kiedy ostatnio malowałam paznokcie, ale w końcu się do tego zebrałam. I wróciłam do migdałów, które są jednak wygodniejsze i lepiej się w nich czuję 😉

Postanowiłam pracować nad swoją gibkością, bo ostatnio mocno zaniedbałam rozciąganie po treningach. Być może po raz setny podejdę do wyzwania szpagatowego 😛

Póki co jedynym moim obciążeniem jest 8-kilogramowy kettlebell i dwa 1,5-kilogramowe obciążniki na kostki/nadgarstki, ale i z tym da się pracować nad mięśniami ramion. Więc pracuję 😉

Szczecin jest już oświetlony 😉 Od góry: ul. Krzywoustego, pl. Janiny Szczerskiej, ul. Jagiellońska. Szkoda, że nie wykorzystali potencjału tej ostatniej. Oxford Street co prawda by z tego nie wyszła, ale można by bardziej pokombinować ze światłami.

I na koniec brzuch z innej niż zwykle perspektywy.


Dziś tylko jedna anegdotka – nie miałam jak ich w tym tygodniu zapisywać i niestety większość mi umknęła.

Przyszła do mnie kumpela ze studiów (M), świeżo po powrocie z tripu do Meksyku. W międzyczasie doszła też siostra (O). M opowiada co widziała i jak było, w pewnym momencie siostra zaciekawiona pyta:
O: A po jakiemu się tam porozumiewałaś? Bo po angielsku chyba nie?
M: Po hiszpańsku.
O: Jak to po hiszpańsku? Kto tam mówi po hiszpańsku?
Także tego… 😉

Obserwuj mnie na:
error