Miniony tydzień niemal w całości spędziłam u babci, stąd też nie mam zbyt wielu zdjęć, bo po prostu nie miałam czasu na ich robienie. Znalazłam za to czas na bieganie, co mogliście zobaczyć na moim instagramowym profilu i zobaczycie też za chwilę na zdjęciach. Ale na początku jak zwykle Fotomenu 🙂

Od góry, od lewej: wysokobiałkowe tosty na słodko; leszcz zapiekany z suszonymi pomidorami i mozzarellą, do tego szpinak i pieczone domowe frytki; płatki żytnie z granatem, siemieniem lnianym i rodzynkami; białkowa pizza na kolację: z cukinią, salami i mozzarellą <3

Idealna przekąska: warzywa z hummusem. Mojej babci bardzo smakowało 😉

Babcia nigdy nie wypuści mnie z pustymi rękami. Wróciłam z dwukrotnie większym bagażem niż pojechałam i do tej pory nie wiem, jak i kiedy ona mi to wszystko spakowała.

W mojej rodzinie panuje przekonanie, że człowiek najlepiej czuje się tam, gdzie się urodził. I to jest zdecydowanie prawda 🙂 Urodziłam się w Drawsku Pomorskim i tam biega mi się najlepiej – niezależnie od tego, czy jest to noc, czy dzień. Najpiękniejsze trasy tylko tam! 🙂

Uległam trochę magii Świąt (w połowie listopada!) i skusiłam się na świąteczne podgrzewacze. Mają przepiękny, słodki, waniliowy zapach 🙂

Wczoraj umówiłam się na bieg z Mary, pod koniec którego  zaczęło padać. To był pierwszy taki test kurtki, która jest tak naprawdę przeznaczona do biegania w deszczu. Spisała się na medal i chyba będę musiała napisać o niej oddzielny wpis, bo zdecydowanie na to zasługuje.

I na koniec obecna forma. Prace nad brzuchem trwają, bo ostatnio trochę go zaniedbałam 😉

Obserwuj mnie na:
error