Na zakup glinek zdecydowałam się już jakiś czas temu. Moim pierwszym zakupem była glinka marokańska, która jednak niewiele mi pomogła. Zawiedziona obietnicami wyczytanymi na blogach, używałam jej tylko dlatego, że szkoda mi było ją wyrzucić. Jedynym efektem, który zauważyłam, było lekkie zmniejszenie widoczności porów i minimalne zmatowienie cery, z czym akurat nigdy nie miałam większych problemów.
Wtedy lekko zraziłam się do glinek i sceptycznie podchodziłam do rewelacji, jakie o nich czytałam. Po pewnym czasie na szczęście o tym zapomniałam i przy okazji większych zakupów wrzuciłam do wirtualnego koszyka glinkę białą i zieloną. I przepadłam! To był strzał w dziesiątkę 🙂

Glinki kosmetyczne w postaci proszku to skały poddane procesowi wietrzenia. Dzięki temu mają bardzo dużą, niemalże stuprocentową, zawartość minerałów, które działają zbawiennie na skórę.
Ponadto fakt, że posiadają one ładunki ujemne, sprawia że przyciągają do siebie zalegające w skórze toksyny o ładunkach dodatnich, co bezpośrednio przekłada się na oczyszczenie skóry, a pośrednio na spowolnienie procesów jej starzenia się.

Każdy z rodzajów glinek zawiera inną kombinację minerałów i tak:

  • glinka zielona: krzem, magnez, wapń, fosfor, sód, potas, selen, molibden, mangan cynk, kobalt;
  • glinka biała: krzem, glin, wapń, magnez, żelazo, potas, sód, cynk;
  • glinka czerwona:  krzem, glin, żelazo, wapń, mangan, sód, potas, miedź, kwarc;
  • glinka żółta: krzem, glin, żelazo, wapń, mangan, sód, potas, magnez;
  • glinka marokańska: krzem, glin, magnez, sód, potas.

Jeśli chodzi o działanie, to każdej z glinek przypisuje się inne właściwości w tym zakresie, w związku z czym każda z nich przeznaczona jest do innego rodzaju cery. Ja jestem posiadaczką cery mieszanej w kierunku normalnej, w związku z czym glinki biała i zielona sprawdzają się u mnie idealnie.
Pierwsza delikatnie oczyszcza skórę, normalizuje wydzielanie sebum i pozostawia cerę promienną; ma również delikatne działanie ściągające i antybakteryjne. Druga zwęża pory i matuje cerę. Razem tworzą duet (dla mnie) idealny.

Glinki stosuję co 3-4 dni. Najpierw oczyszczam twarz emulsją do mycia twarzy Alterra, następnie nakładam peeling enzymatyczny, zmywam go i przygotowuję glinkowe maski. Glinkę białą mieszam z wodą w proporcjach 1:1, natomiast zieloną 1:1,5, można do niej dodać również oleju, aby nie ściągała tak bardzo skóry. Jako pierwszą używam glinkę białą. Trzymam ją na twarzy ok. 20 minut, aż zaschnie i zacznie się kruszyć. Wtedy zmywam ją ciepłą wodą. Osuszam twarz ręcznikiem i nakładam maskę z glinki zielonej. Tę trzymam na twarzy krócej – 10, maksymalnie 15 minut. Wydłużenie tego czasu skutkuje mocnym ściągnięciem skóry, które jednak mija po spryskaniu twarzy wodą czy hydrolizatem – warto mieć któryś z tych produktów pod ręką.

Regularne stosowanie glinek pozwoliło mi pozbyć się większości niedoskonałości z twarzy i zapobiega pojawianiu się nowych. Mam zdecydowanie mniej zaskórników – zarówno zamkniętych, jak i otwartych. Nie tworzą się podskórne grudki i pozbyłam się też „kaszki”, która wcześniej zdobiła niemal całe moje policzki. Mam nadzieję, że za kolejnych kilka tygodni będzie już idealnie 🙂

A Wy używacie glinek? Jeśli tak, to jakich?

Obserwuj mnie na:
error