Już od dłuższego czasu nie używam w swojej kuchni soli (poza drobnymi wyjątkami). Dzięki temu odkryłam, jak naprawdę smakują poszczególne produkty jak i całe potrawy. Dla większości ludzi nieprzyprawione solą dania pozbawione są smaku, ja uważam zupełnie odwrotnie – dopiero wtedy czuć ich prawdziwy aromat, a dzięki dobraniu odpowiednich ziół i przypraw możemy wyczarować małe kulinarne dzieła sztuki. Do takiego jedzenia nie jest wcale ciężko przywyknąć, bo nasze kubki smakowe „przestawiają” się na nowe smaki już po ok. 2 tygodniach od odstawienia soli.

Domyślam się, że znajdą się tu przeciwnicy jej odstawiania, ale fakty mówią same za siebie. To prawda, że sól jest niezbędna organizmowi ze względu na zawartość sodu, jednakże pierwiastek ten możemy czerpać również z innych źródeł, głównie warzyw (pomidory pod tym względem deklasują konkurencję, 100 g suszonych zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na sód w 87%) i z całą pewnością zaspokoimy swoje dzienne zapotrzebowanie bez używania soli.
Argumentem niech będzie również to, że Światowa Organizacja Zdrowia ustaliła granicę, poniżej której spożywanie soli jest bezpieczne dla zdrowia i wynosi ona 5 g, co daje mniej więcej łyżeczkę tej przyprawy. Przeciętny Polak przekracza każdego dnia trzykrotnie tę ilość.
Dość dodać, że sól jest wszędzie – w pieczywie, w wędlinach, w fast-foodach, w serze żółtym, serku wiejskim, a nawet w słodyczach i deserach. Dzięki trosce producentów żywności o naszą gospodarkę mineralną na pewno nie grożą nam niedobory sodu 😉

Skoro już wiecie, dlaczego warto jest ją wyeliminować z kuchni, czas na przejście do tematy właściwego, czyli przyprawy!
Tytuł posta nie jest przypadkowy. Uważam, że przyprawy są jak magiczny proszek znany wszystkim z bajek. Potrafią zmienić nudne, mdłe mięso, warzywa, zupę, a nawet deser w coś, czym zajadać się będzie każdy, nawet najbardziej wybredny krytyk. Prosiliście mnie o moją listę ulubionych przypraw – oto i ona:

  • zioła prowansalskie – wspomagają trawienie, są świetne zarówno do mięs, jak i do sosów oraz zup,
  • tymianek – ma lekko orzeźwiający smak, idealnie komponuje się z mdłymi zupami-kremami czy jako dodatek do mięs, ryb, cieciorki, soi czy soczewicy,
  • rozmaryn – świetny do wieprzowiny, wołowiny i dań kuchni wschodniej,
  • kolendra – liściastą możemy dodać wszędzie tam, gdzie normalnie wylądowałaby pietruszka, ziarna natomiast będą fajnie się komponować z roślinami strączkowymi i rybami,
  • kmin rzymski – moja nowa miłość :), dodaję go do wszystkiego – poza deserami,
  • chilli – działa rozgrzewająco i przyspiesza metabolizm, idealny wszędzie tam, gdzie potrzebujemy pikantnego smaczku,
  • kurkuma i papryka słodka – same w sobie mają bardzo delikatne aromaty, ale nadają się świetnie do barwienia potraw – kurkuma na żółto, papryka na czerwono,
  • gałka muszkatołowa – bez niej nie istnieje szpinak ani krem z brokułów czy z dyni, nadaje mocniejszego aromatu mdłym potrawom,
  • cynamon – podobnie jak chilli rozgrzewa i podkręca metabolizm, świetny do wszystkich deserów, choć niektórzy dodają go również do czerwonego mięsa,
  • imbir – rozgrzewa i poprawia przemianę materii, ma ostro-kwaśny smak, dzięki czemu nadaje się zarówno do deserów, jak i sosów,
  • kardamon – nadaje cytrynowy posmak potrawom, dzięki czemu możemy go dodać tak naprawdę do wszystkiego,
  • kakao – działa rozgrzewająco, przyspiesza metabolizm, nieodłączny składnik większości deserów.

Dla nadania lekko egzotycznego, orzeźwiającego smaku deserom, dodaję do nich też otarte skórki z cytrusów (najczęściej pomarańcze, cytryny). Należy jednak pamiętać o tym, że takie owoce zanim dotrą do sklepów są przechowywane w magazynach, na statkach itd., w związku z czym, aby zapobiec ich psuciu, posypywane są odpowiednimi proszkami i psikane różnymi specyfikami. Przed użyciem takiej skórki należy się pozbyć pestycydów, zanurzając owoce najpierw w wodzie o odczynie kwaśnym (woda+ocet), następnie w zasadowym (woda+soda oczyszczona) i na końcu płucząc pod bieżącą wodą. Ja polewam je również wrzątkiem, aby pozbyć się drobnoustrojów.
Dopiero z tak przygotowanych owoców możemy ścierać skórkę.

Na koniec jeszcze mały trick pozwalający na wydobycie 200% aromatu z przypraw. Po pierwsze, o ile jest to możliwe, kupujemy przyprawy w całości, nie mielone. Po drugie, przed dodaniem ich do potrawy, prażymy je na suchej patelni do momentu, kiedy zaczną wydzielać właściwy dla siebie zapach. Wtedy ściągamy patelnię z ognia, a przyprawy mielimy w młynku do kawy lub tłuczemy w moździerzu do uzyskania proszku.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze ulubione przyprawy i czy macie swoje tajemne zaklęcia, których używacie w kuchni 🙂

Obserwuj mnie na:
error