Mam nieodparte wrażenie, że to, co zafundowała nam w minionym już tygodniu pogoda, było ostatnimi podrygami lata. Z żalem przeprosiłam się z jeansami, kurtkami, marynarkami i (na razie cieńszymi) sweterkami. Ale żeby nie było, że tylko narzekam – w końcu mogę biegać o dowolnej porze dnia 🙂 Z tym, że w tym tygodniu biegałam raz i był to jedyny bieg sierpniowy 😉

Jedzonko!
Lewa strona od góry: budyń lniany z wiórkami kokosowymi, śliwkami i suszoną morwą; czekoladowy budyń lniany z malinami; falafel w naleśniku ryżowym z pomidorem i sałatą.
Środek: Makaron z brokułem i cieciorką.
Prawa strona od góry: twarogowa pizza z cukinią, anchois, małżami z białego wina i serem; falafel w naleśniku ryżowym z warzywami z patelni; wafle ryżowe z wątróbkami dorszowymi i szczypiorkiem.

Cieciorka to mój hit tego tygodnia. Jadłam ją codziennie od poniedziałku do piątku 🙂

Znalazłam mleko, o którym ostatnio pisałam w sklepie w mojej miejscowości. Od razu kupiłam dwa 🙂

Przez 3 dni pomagałam tacie kłaść panele na holu, w zamian za to mogłam wziąć tablet graficzny, który leżał w garażu. Jeszcze go nie używałam i nie wiem, czy mi się przyda, ale jako gadżeciara cieszę się z nowej zabawki jak małe dziecko 😉

Wracam do ćwiczeń z ciężarami. Hantle, sztanga i kettlebell wracają do łask 🙂

Żabka, którą widzieliśmy podczas ulewy. Chciałam jej zrobić zdjęcie, kiedy siedziała na mojej ręce, ale chyba jej nie przypasowała, bo długo na niej nie zagrzała miejsca 😉

A to już mój prywatny osobisty zwierz w porze karmienia 🙂 Żadna ryba nie ma z nim szans 😉

I na koniec obecny stan brzucha. Ja tam jestem zadowolona 😉

Obserwuj mnie na:
error