Czerwiec, a właściwie jego ostatnie dwa tygodnie, dłużył mi się niemiłosiernie. Od dziś oficjalnie mam wakacje. I mimo tego, że bronić będę się dopiero jesienią, czuję wielką ulgę na myśl o tym, że mogę się w końcu odprężyć, nie gonią mnie terminy i już się nie boję, że utonę w notatkach 😉
No i w końcu mogę poświęcić więcej czasu na bloga, a mam w zanadrzu kilka pomysłów, które czekają na wdrożenie. Chcę zapytać również Was: czy jest coś, o czym chcecie, abym napisała? Obiecuję, że wezmę pod uwagę wszystkie pomysły.

Wracając jednak do tematu – czas podsumować czerwiec, choć do podsumowania jest niewiele. Ostatnie dwa tygodnie wyglądają trochę śmiesznie na tle poprzednich, ale nie żałuję tego zmarnowanego czasu, bo zwyczajnie go nie marnowałam. Jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi – poświęciłam się nauce 😉 No i w międzyczasie złapało mnie choróbsko. Mimo wszystko uważam, że było nieźle.

Z pewnością zauważyliście nową formę prezentowania treningów – to screeny z Endomondo. Zdecydowałam się na taką zmianę ze względu na to, że treningi uzupełniają mi się niemalże same, a Wy możecie śledzić je na bieżąco tutaj. Dajcie znać, czy bardziej odpowiada Wam prezentowanie treningów w obecnej formie, czy w poprzedniej.

Jeśli chodzi o odżywianie, to kulało ono tak samo jak aktywność. Mało wody, mało jedzenia, mało warzyw i nieregularne posiłki. Mogło być gorzej, bo przynajmniej nie jadłam śmieci, ale mimo wszystko z drugiej połowy czerwca nie jestem pod tym względem do końca zadowolona. Mam co prawda dobre usprawiedliwienia, ale, bądź co bądź, tak być nie powinno. Od lipca wracam na właściwe tory 🙂

Obserwuj mnie na:
error