Naprawdę bardzo nie chciałam robić z bloga pomnika niemieckiej reprezentacji piłkarskiej. No ale się nie da. Kto widział wczorajszy półfinałowy mecz Mistrzostw Świata w piłce nożnej, zrozumie. A kto nie widział, też zrozumie – po przeczytaniu tego wpisu.

Kiedy rozpoczął się Mundial, nie brałam pod uwagę zwycięstwa Niemców, mimo tego że kibicuję im od zawsze (o ile nie grają z Polską). W końcu były rewelacyjne Brazylia, Argentyna, Hiszpania i te wszystkie inne drużyny, które raz, że grają fantastyczną piłkę, a dwa – o wiele lepiej powinny radzić sobie w południowoamerykańskim klimacie.
Brazylia w ogóle była faworytem – grali u siebie, znali te stadiony, mieli swoich kibiców no i Neymara, który mimo kontuzji doznanej w meczu ćwierćfinałowym był z nimi obecny duchem (i koszulką) w półfinale. A poza tym Brazylia to Brazylia. Nawet jeśli ktoś nie interesuje się futbolem, na pewno słyszał o Ronaldo (nie tym nażelowanym!), Pele, Rivaldo, Ronaldinho… A z historii najnowszej przynajmniej o Thiago Silvie i Neymarze. I wczoraj ta wielka Brazylia zawiodła i to na całej linii. Starali się jak mogli, ale Niemcom nie dali rady. I trudno się temu dziwić, bo nasi zachodni sąsiedzi grali perfekcyjnie.
O ile w ćwierćfinale z Algierią męczyli się przez 120 minut i dopiero w dogrywce padły 3 gole (NIE 2:1 ALG) decydujące o rozstrzygnięciu meczu, a mi Algierczyków było autentycznie szkoda, bo pokazali naprawdę niespodziewanie dobry futbol, tak uważam, że na finał reprezentacja Niemiec zasłużyła wczorajszym meczem w stu procentach.

W internecie pojawiło się odnośnie do wczorajszej gry określenie Bliztkrieg (niem. wojna błyskawiczna). I o ile niektórzy mogą czuć się oburzeni użyciem tego słowa, tak według mnie opisuje ono doskonale taktykę Niemiec na wczorajszy półfinał. Bo jak inaczej nazwać mecz, w którym po pół godzinie gry wynik wynosi 0:5, a wbicie 3 bramek (od 0:1 do 0:4) zajęło piłkarzom 3 (słownie: trzy) minuty (notabene podwyższenie ze stanu 0:1 do 0:5 było kwestią sześciu minut)?
W 90. minucie meczu Brazylii udało się wbić honorowego gola. Należał się im nawet jeśli nie za półfinał, to za to, co pokazali do tej pory. A raczej co pokazał Neymar, bo okazało się, że bez niego Canarinhos nie są już tak rewelacyjni.

Mecz zakończył się wynikiem 1:7, na co przed meczem chyba nikt by nie postawił. A podejrzewam, że kursy w zakładach bukmacherskich na ten konkretny wynik składały się z co najmniej 4 cyfr, więc można było wygrać całkiem ładną sumkę 😉 Pamiętam swój pierwszy mecz, który obejrzałam na żywo, mając ledwie kilka lat (5? 6?) – zakończył się takim samym wynikiem, z tym że wygrali wtedy gospodarze. Cieszyłam się straszliwie, choć rozumiałam wtedy ledwie tyle, którzy to „nasi”. Wczoraj cieszyłam się tak samo, jak te 18 lat temu. Ale to był mecz IV ligi. Takie wyniki w meczach Mistrzostw Świata się nie zdarzają. No dobra, były i wyższe (jak chociażby Węgry 10:1 Salwador), ale nie w półfinałach.
A półfinały mają to do siebie, że kto w nich przegra, jest przegranym Mundialu (nie największym, bo największym jest zawsze drużyna zajmująca drugie miejsce – słyszeliście o syndromie srebrnego medalu? – ale jednak). Być tak blisko finału i nie wejść do niego – może być coś gorszego? Nawet jeśli Brazylia wygra mecz o trzecie miejsce, i tak nie będzie się o niej mówiło, a piłkarze nie będą wychwalani przez media na całym świecie.
Jeden plus dla żółto-zielonych – nie muszą jechać daleko żeby wrócić do domu 😉

Jak myślicie, z kim Niemcy zmierzą się w finale?

PS Sport.pl zamieścił zbiór memów dotyczących wczorajszego meczu. Jeśli macie ochotę się pośmiać, zerknijcie 🙂

Obserwuj mnie na:
error