Z problemem ukąszeń komarów zmaga się chyba każdy biegacz (a wręcz każda osoba przebywająca wieczorem na świeżym powietrzu). A już na pewno ci, którzy biegają w lasach albo w pobliżu akwenów (albo tak jak ja wzdłuż lasu, przecinając sześciokrotnie rzekę nad jezioro – to dopiero combo!). Oczywiście komary możemy odstraszyć środkami chemicznymi, ale:

  1. Jest to szkodliwe dla środowiska.
  2. Większość z nich nie jest wodoodporna i przy kontakcie z potem spływa, co czyni tę metodę nieefektywną.
  3. Są mało wydajne.
  4. Są nieprzyjemne w smaku i jeśli dziwicie się, że ich próbowałam, spróbujcie cokolwiek zjeść czy napić się czegoś z twarzą lub rękami wysmarowanymi OFFem 😉
  5. Po prostu śmierdzą, a ich zapach jest duszący.

I wcale nie oznacza to, że jesteśmy na komary skazani. Istnieją środki odstraszające komary, które nie dość, że są naturalne, to do tego tanie, skuteczne, wydajne, nietestowane na zwierzętach, nieszkodliwe dla środowiska i ładnie pachną – choć to kwestia gustu. Te środki to olejki eteryczne. A konkretnie olejek eukaliptusowy, geraniowy, herbaciany, pichtowy i z zielonej herbaty. Najlepiej działać będą w połączeniu, ale każdy z nich, jako że zawierają linalol, będzie działał odstraszająco na małych krwiopijców.

Ja najczęściej używam połączenia olejku pichtowego i olejku herbacianego albo smaruję się wyłącznie pichtowym. Wystarczy dosłownie po jednej kropli na łydki, uda, ręce, plecy i szyję, a komary znikają.
Mała uwaga – olejek pichtowy ma bardzo intensywny zapach, dlatego nie radzę smarować nim twarzy ani jej okolic przed bieganiem.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

Przede wszystkim na to, czy kupowany olejek jest olejkiem eterycznym, czy zwykłym zapachowym (albo jeszcze innym). Z reguły w olejkach zapachowych dodatek olejku eterycznego jest niewielki (jeśli już w nim występuje, bo często są to syntetyczne zapachy), a co za tym idzie, jego skuteczność maleje albo nawet spada do zera. Olejki eteryczne z łatwością można dostać w sklepach zielarskich, aptekach czy przez internet.
Druga rzecz – olejek ma być przeznaczony do stosowania zewnętrznego. Nie do inhalacji, nie do picia, tylko na skórę. Przy okazji, zanim zaczniecie się nim smarować, zróbcie próbę uczuleniową na mało widocznym fragmencie skóry. Olejki eteryczne mają to do siebie, że mogą uczulać i podrażniać skórę.
I ostatnia sprawa – skład. Nawet jeśli wielkimi literami na opakowaniu jest napisane „olejek eteryczny”, może się okazać, że jest on „z dodatkiem” lub „na bazie” innego oleju. Zazwyczaj nie jest wtedy podany procentowy udział olejku eterycznego, ale taki produkt z całą pewnością będzie miał osłabione działanie.

Tego NIE kupujemy!

Olejek pichtowy jest jednak nie tylko świetnym straszakiem na komary, ale łagodzi również świąd i obrzęk po ich ukąszeniach. W tej roli co prawda go nie wypróbowałam, bo wolę zapobiegać niż leczyć, ale swego czasu, szukając przepisu na tonik pichtowy, natknęłam się w internecie na tę jego właściwość. Może Wy wypróbowaliście kiedyś tej metody?

Jak radzicie sobie z komarami?

Obserwuj mnie na:
error