W ostatnim tygodniu otrzymałam do przetestowania buty biegowe marki Crivit, które pojawiły się w najnowszej ofercie sieci sklepów Lidl skierowanej do biegaczy. Z dotychczasowych ofert specjalnych Lidla chętnie korzystałam, bo zarówno ich ubrania, jak i sprzęt sportowy są bardzo dobrej jakości i jestem z nich naprawdę zadowolona. Nigdy natomiast nie dałam się skusić na zakup obuwia (czy to biegowego, czy treningowego) dostępnego w ich sklepach z dwóch powodów: po pierwsze, posiadam 2 pary butów biegowych i 2 pary obuwia przeznaczonego do treningów; po drugie, w przypadku obuwia sportowego niezwykle ważna jest dla mnie jakość, profesjonalizm wykonania i bezpieczeństwo, co według mnie nie może iść w parze z tak niską ceną. Nie chciałabym się nabawić jakiejś paskudnej kontuzji, którą miałabym leczyć miesiącami czy nawet latami tylko dlatego, że pożałowałam pieniędzy na odpowiednie obuwie. To jest jedyna rzecz, na której nie będę oszczędzać.

Skoro już jednak dostałam te buty (które w sklepie kosztowały 66 zl, czyli jakieś 4 razy mniej chociażby moich Nike), musiałam je przetestować. Oczywiście bardzo ostrożnie, coby moje delikatne kolana zbytnio nie ucierpiały. Testowałam je na mojej zwykłej trasie biegowej, która pomimo krótkiego dystansu zawiera przekrój chyba wszystkich urozmaiceń – chodnik, ulica, betonowe płyty, polne ścieżki, podbiegi i zbiegi. Nie dotarłam tylko do schodów, ale gdyby to mi się udało, nie dotarłabym już najpewniej o własnych siłach do domu 😉
Pisałam o tym, że biegłam ostrożnie? Tylko na początku (i w środku, ale o tym zaraz). Buty naprawdę rewelacyjnie sprawdzają się na twardych powierzchniach takich jak chodnik, ulica i beton. Pod tym względem nie dorównują im ani moje Nike’i, ani New Balance’y. Biegło mi się w nich tak lekko, jakbym po raz pierwszy założyła buty biegowe z prawdziwego zdarzenia, a wcześniej biegała w trampkach. Byłam naprawdę bardzo, bardzo miło zaskoczona.
Zupełnie inaczej rzecz się miała podczas biegu po polnej ścieżce. Dodam, że ścieżka jest naprawdę typowo polna, bo biegnie wzdłuż pola. Piaszczysta, ale ubita, dość gęsto obsadzona kępkami trawy. I na tej ścieżce w Crivitach męczyłam się jak w żadnych innych butach. Już chyba te wspomniane trampki radziłyby sobie lepiej. Nie czułam żadnego odbicia, a buty były tak niestabilne, że miałam wrażenie, jakbym biegła boso po wydmach. Tutaj naprawdę musiałam mocno uważać, żeby nie skończyć ze skręconą kostką.

Jeśli chodzi o design, to powiem szczerze, że kiedy zobaczyłam ofertę Lidla w internecie, spodobały mi się jedynie buty w kolorach mięty i różu i miałam cichą nadzieję, że to właśnie je dostanę 😉 Otrzymałam jednak parę czarno-pomarańczowo-fioletową i jestem bardzo z tego faktu zadowolona, bo buty o wiele lepiej wyglądają w rzeczywistości niż na zdjęciu reklamowym. I pasują do większości ciuchów, które mam w swojej szafie.
Skoro już przy designie jesteśmy, nie mogę nie wspomnieć o tym, że buty Crivit mają dodatkowe dziurki, dzięki którym możemy je zasznurować o wiele wygodniej niż tradycyjnie wiążąc – nieco bardziej doświadczeni biegacze z pewnością wiedzą, o co chodzi i na pewno to docenią.

Ostatnia rzecz – wygoda. Ciężko jest mi to tak naprawdę ocenić, bo pod tym względem nie zauważyłam nic szokującego – ani pozytywnie, ani negatywnie. Buty są po prostu wygodne, jak to z obuwiem sportowym zwykle bywa.
Jeden minus – prawy but podczas pierwszego biegu obtarł mi piętę. Delikatnie, bo było jedynie lekkie zaczerwienienie, ale jednak. I za to mały minus.

Podsumowując – stosunek jakości do ceny przemawia jak najbardziej na korzyść butów.Jeśli szukacie obuwia do biegania dobrego na początek, nie chcecie wydawać kilku stów i jesteście raczej miejskimi biegaczami – jest to propozycja idealna.

Obserwuj mnie na:
error