Dziwny był ten maj. Niby nic nie ćwiczyłam, a tabela zapełniona. Niby było ciepło, a ja pamiętam tylko zimne dni. Niby było ok, ale czekam do października, aż wszystko będę mogła sobie poukładać na nowo i mam nadzieję, że na stałe.
Póki co przede mną czerwiec, w którym muszę mocno skupić się na studiach. W tym tygodniu planuję skończyć definitywnie moją pracę magisterską (nie pytajcie nawet, jak mi idzie…) i mam do zaliczenia jeszcze kilka egzaminów. Także nie zdziwcie się, jeśli w najbliższym czasie nie będzie mnie tutaj tak często, jak dotychczas.

Przechodząc do podsumowania maja, zacznę tradycyjnie od treningów. Tak jak napisałam we wstępie, nie było ich wcale dużo, ale w grafiku uwzględniłam również dłuższe (powyżej godziny) spacery – w końcu to cardio 😉
Jeśli chodzi o rolki, które pojawiły się 24 maja, to od razu mówię, że nie nauczyłam się na nich jeździć i chyba nigdy już się nie nauczę 😛 Całe moje próby trwały łącznie może z 20 minut, przy czym bardziej zmęczył się chroniący mnie przed upadkiem narzeczony niż pokracznie chodząco-„jeżdżąca” na rolkach ja. Teoretycznie powinnam przyznać się do porażki, ale ja się tak łatwo nie poddaję. Spróbuję jeszcze kilka razy.
Wciąż jeszcze wykonuję Split #2, który, tak jak podejrzewałam już na początku, zaczyna mnie trochę nudzić. Daję mu jeszcze 2-3 tygodnie i zmieniam na coś bardziej spontanicznego.
Jeśli natomiast chodzi o biegi, nie opisywałam ich szerzej w tabeli, bo i tak każdego interesować będzie co innego – dystans, czas czy prędkość. Wszystkie moje biegowe treningi zobaczyć możecie na moich kontach na portalach Sports Tracker oraz Endomondo.

Jeśli chodzi o odżywianie, to przez niemalże cały maj nie spożywałam mleka i produktów mlekopochodnych (poza masłem) oraz mięsa. O tym eksperymencie wspomniałam już kilkukrotnie, a małe wyjaśnienie napisałam w podsumowaniu kwietnia. Po miesiącu bez nabiału wróciłam do niego w ostatni czwartek i póki co nie widzę negatywnych zmian. Być może jeszcze nastąpią, ale całkiem prawdopodobna wydaje się być też teoria o złej pielęgnacji zewnętrznej, a konkretnie kosmetykach używanych do makijażu i przedawkowaniu OCM. Ciężko mi w tej chwili powiedzieć, co mogło spowodować takie zmiany na skórze, ale w tej chwili już się one cofają. Na pewno potrwa kilka miesięcy, zanim uda mi się doprowadzić twarz do normalnego stanu, ale już teraz jestem zadowolona z efektów, które udało mi się osiągnąć.

Tak jak pisałam w poście o mojej niespełna dwudniowej diecie, maj obfitował w wysokowęglowodanowe posiłki. Kiedy nie miałam pomysłu na danie, zazwyczaj jadłam kaszę bądź ryż z musem owocowym. Teraz do tego zestawu spokojnie mogę dodać pół kostki twarogu czy opakowanie serka wiejskiego, które znacznie podniosą zawartość białka w posiłku. Mam nadzieję, że dzięki temu w końcu zbuduję namiastkę kaloryfera 😉

A co u Was w maju?

Obserwuj mnie na:
error