Kwiecień był miesiącem, o którym jak najszybciej chciałabym zapomnieć i to z bardzo wielu powodów. Po raz pierwszy cieszę się, że kolejny miesiąc minął mi tak szybko. Właściwie nie miałabym nic przeciwko, gdyby kolejne pięć również śmignęło niezauważenie, ale to tylko pobożne życzenia. W każdym razie teraz już dam radę, nawet jeśli miałyby się one wlec w nieskończoność.

Jeśli chodzi o treningi, to było źle – delikatnie mówiąc. Była przerwa, która trwała ponad tydzień, były workouty, o których nie pamiętam, a ćwiczenia, które zapisałam, często robiłam z przymusu. W maju musi się to zmienić, tym bardziej że mam nowy plan treningowy, o którym pisałam już tutaj.
Poniżej wklejam tabelę z treningami odbytymi w kwietniu. Znakiem zapytania oznaczyłam dni, w których coś ćwiczyłam – nie pamiętam tylko co 😉

Jeśli chodzi o odżywianie, to tutaj również nie było najlepiej. I nie chodzi bynajmniej o to, że zjadłam 2 kawałki sernika w Święta. Po prostu były dni, w których żyłam na 2 bułkach i kefirze, które i tak w siebie wmuszałam. Od połowy kwietnia jest jednak o wiele lepiej i tak, jak powinno być.
Jestem w trakcie odstawiania nabiału i mięsa z kurcząt – chcę zobaczyć, jaki to będzie miało wpływ na stan mojej cery, która w tym momencie jest tragiczna – choć to i tak eufemizm. Mam nadzieję, że w końcu dojdę do tego, co taki stan powoduje.

Kwiecień oddzielam grubą kreską i mam nadzieję, że maj będzie lepszy 🙂
Jak u Was wyglądał poprzedni miesiąc?

Obserwuj mnie na:
error