I nie chodzi mi tu wcale o jedzenie (wręcz przeciwnie!), ale o aktywność fizyczną. Od dłuższego czasu zdrowy styl życia staje się coraz bardziej popularny i bardzo dobrze. Widzę, jak znajomi chwalą się na portalach społecznościowych każdym wyjściem na rower, biegiem czy wykonanym w domu treningiem. W przeciwieństwie do wielu negatywnie nastawionych, nie przeszkadza mi to ani trochę. O wiele bardziej wolę oglądać zdjęcia z tras biegowych i screeny z Endomondo niż fotki z imprez, na których ledwo stoją z drinkiem w jednej i papierosem w drugiej ręce. Propsy dla Was! Ale nie o tym chciałam dzisiaj pisać.

Każdy dąży do doskonałości, chce być lepszy od samego siebie i najlepszy w stosunku do innych – to normalne, a ambicja jest pozytywnie postrzeganą cechą człowieka. Co innego nadambicja, która może Cię zniszczyć, i to dosłownie.

Dla wielu bycie fit to przede wszystkim piękne ciało. A ponieważ zbliża się lato, robimy wszystko, żeby na zdjęciach z wakacji prezentować się jak najlepiej. Rano na czczo aeroby (tak przecież robią zawodnicy sporów sylwetkowych), po pracy siłownia (kaloryfer na brzuchu sam się nie zrobi), a wieczorem bieg i Chodakowska (w końcu cardio i siłowe to najlepsze połączenie). Czasu na jedzenie nie ma, ale to przecież nawet lepiej, redukcja musi być!

NIE!
Z pewnością każdy z nas (ja się do tego przyznaję!) miał kiedyś lub ma nadal takie wyobrażenie idealnej sylwetki, które sprowadzić można do prostego równania:

Tak podpowiada logika, o tym piszą w kolorowych gazetach – więc coś w tym musi być. Tymczasem prawda jest zupełnie inna. 

Pomyśl teraz logicznie, ale naprawdę logicznie.
Chcesz zbudować ciało, tak? Z czego? Co ma być tym budulcem? Powietrze czy woda? Żeby zbudować mięśnie, musisz dostarczyć organizmowi solidnego materiału, jakim jest białko.
Do budowy nie wystarczy jednak tylko budulec, potrzebny jest i budujący – czyli Ty. Ale nie dasz rady wymurować nowego ciała, jeśli je będziesz mieć energii. Idealnym jej źródłem będą węglowodany złożone, które będą stopniowo uwalniać energię.
Co z tego, że będziesz mieć silne ciało, jeśli Twoja cera będzie szara, a włosy będą wypadać garściami? Musisz przyjmować witaminy i minerały. Suplementy są ostatnią deską ratunku. Przede wszystkim jednak staraj się ich dostarczyć z posiłkami – jedz owoce i warzywa. I tłuszcze, w których rozpuszczalne są witaminy A, D, E i K oraz które zadbają o Twoją gospodarkę hormonalną.
A treningi? Sam wiesz, że o tę część „fit lifestyle” jest zadbać najłatwiej. Wystarczy, że poświęcisz 45 minut dziennie na aktywność fizyczną, a przy zachowaniu odpowiedniej diety efekty pojawią się o wiele szybciej, niż przy konfiguracji w przestawionym wyżej równaniu.
Pamiętaj też o regeneracji. Podczas treningów (szczególnie treningu siłowego) rozrywane są włókna mięśniowe, które odbudowując się tworzą później te piękne bicki, tricki i ABSy. Jeśli będziesz non stop męczyć mięśnie, nie zdążą się one odbudować, a doprowadzisz za to do przemęczenia organizmu lub kontuzji.
Dlaczego o tym piszę?
Dlatego, że ostatnio na własnej skórze przekonałam się, jak zmniejszona ilość treningów (i jednocześnie zwiększony czas regeneracji) może wpłynąć na sylwetkę. Odżywiam się od kilkunastu miesięcy mniej więcej tak samo, jedynie w ostatnich tygodniach odstawiłam drób i mleko wraz z jego przetworami (to też ma na pewno jakiś wpływ, dlatego wolałam wspomnieć). Zredukowałam ilość dni treningowych – z 6 tygodniowo zrobiło się ich maksymalnie 4 (mowa o treningach pełnowymiarowych, spacerów czy jakiegoś planku w ciągu dnia w to nie wliczam). I przewrotnie po dodaniu każdego nowego zdjęcia czytam wiadomości i komentarze o tym, że widać duży postęp, wyglądam coraz lepiej i co ja robię, że tak dobrze mi idzie. Odpowiedź „nic” byłaby tu najbardziej adekwatna, ale wiem, że większość z Was by w to nie uwierzyła. Mam nadzieję, że uwierzycie teraz, po tej „spowiedzi” 😉

A dodatkowy czas mogę wykorzystać na spotkania ze znajomymi, kuchenne eksperymenty, naukę czy domowe SPA.

Nie chcę namawiać Cię do rezygnacji z większości swoich treningów (no chyba że robisz ich kilka dziennie), bo nie od dziś wiadomo, ze ruch to zdrowie. Zresztą o tym jest blog 😉 Ale wyścigi „kto więcej”, „kto wyżej”, „kto szybciej” są totalnie pozbawione sensu. To nie przekłada się na efekty.
To, co chcę Ci powiedzieć, to: nie oglądaj się na innych. Rób swoje, obserwuj swój organizm i obierz właściwą dla siebie drogę. Tylko w ten sposób osiągniesz sukces 🙂

Obserwuj mnie na:
error