Zaledwie przedwczoraj pisałam o tym, że każdy sukces jest dla mnie równie ważny, a dziś przychodzę pochwalić się jednym z nich.

Kiedy ćwiczyłam regularnie z Zuzką, pistol squaty były chyba jedynym ćwiczeniem, którego nie potrafiłam wykonać, choć bardzo chciałam. Próbowałam opanować tę sztukę na różne sposoby – metodą małych kroczków, rzucając się od razu „na głęboką wodę”, spinając wszystkie mięśnie do granic możliwości – nie działało nic i po pewnym czasie (raczej krótszym niż dłuższym) dawałam sobie z tym spokój.
Przedwczoraj po obejrzeniu filmiku z dziewczyną wykonującą pistol squats z małym urozmaiceniem (pokażę to Wam jutro w moim wykonaniu 🙂 ) postanowiłam spróbować. Ni z tego, ni z owego po prostu z marszu zrobiłam – i to kilka pod rząd! Równie zaskoczona, co szczęśliwa postanowiłam fakt ten uwiecznić w pięknych okolicznościach przyrody – i tak powstał Chocapic poniższy filmik:

Wiem – technika mocno odbiega od idealnej. Ale od czegoś trzeba zacząć 😉 Teraz, kiedy już „załapałam” ten ruch, mam co doskonalić.

Jakie są Wasze ostatnie sportowe osiągnięcia? 🙂

Obserwuj mnie na:
error