Ostatnio dostaję bardzo dużo zapytań o mój sposób odżywiania się, dzienne menu, wielkość porcji i inne, dość szczegółowe dane. Postanowiłam odpowiedzieć na nie (a przynajmniej na ich część) w tym wpisie – o wiele łatwiej będzie mi odsyłać do niego niż każdej z Was odpisywać w wiadomościach czy komentarzach to samo.
Chcę też stworzyć serię z dziennym fotomenu, co sugerowałyście mi w ankiecie blogowej, ale zrobienie zdjęć wszystkim posiłkom w ciągu dnia jest dla mnie ciężkim zadaniem. Będę się jednak starać, obiecuję! A póki co zapraszam tutaj.

Zasady mojego odżywiania można sprowadzić do kilku reguł:

  1. Minimum 4 posiłki dziennie.
  2. Minimum 2 litry płynów dziennie, w tym 1,5 litra wody.
  3. 0 słodyczy i fast foodów.*
  4. W każdym posiłku źródło białek, węglowodanów i tłuszczy (poza posiłkiem przedtreningowym) oraz porcja owoców lub warzyw.
  5. Nie zaspokajam głodu ani nie przejadam się, po prostu się najadam – to a propos pytania o wielkość porcji.
  6. Jeśli czuję głód pomiędzy posiłkami, nie waham się podjadać. Robię wtedy smoothies, jem orzechy, owoce lub warzywa.
  7. Kupuję przede wszystkim produkty „pierwsze”, a jeśli mam ochotę na coś gotowego – zawsze czytam etykietę.

* Nie jestem święta i zdarza mi się zjeść kostkę nie-fit czekolady, spróbować babcinego ciasta czy wciągnąć kebaba. Staram się jednak nie ulegać chwilowym pokusom i jeśli już jem fast fooda, to tylko z braku innej możliwości, a słodyczy naprawdę próbuję – nie zjadam całej tabliczki czekolady na raz, smak można przecież sprawdzić zjadając jedną kostkę.
Jestem świadoma tego, jak na organizm działają tłuszcze trans, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy i inne świństwa, dlatego nie pozwalam sobie na takie wyskoki częściej niż raz w miesiącu. Nie znaczy to jednak, że co miesiąc pozwalam sobie na cheat-meala.

Najczęściej pojawiające się pytania dotyczyły kalorii i rozkładu makroskładników. Nie liczę ani pochłanianych kalorii, ani zawartości białka, węglowodanów i tłuszczy. Pewnie gdybym to robiła, wyglądałabym o wiele lepiej, ale po prostu nie mam na to czasu, a ponad wygląd przedkładam zdrowie – również to psychiczne. Dlatego też pozwalam sobie na zdrowe zachcianki bez wyrzutów sumienia.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania – zadawajcie je w komentarzach. Odpowiem na wszystkie 🙂

Obserwuj mnie na:
error

29 komentarzy

  1. Co masz na myśli pisząc że nie zaspokajasz głodu? Chyba nie do końca zrozumiałam o co chodzi 🙂 Ja mam ze słodyczami ogromny problem, jak już otworzę coś, to ciężko mi się powstrzymać, żeby nie zjeść wszystkiego 🙁

    • Może nieprecyzyjnie się wyraziłam – chodzi mi o to, że to coś więcej niż zaspokojenie głodu. Po zjedzeniu np. banana byłabym głodna godzinę później.
      Ja nie kupuję słodyczy i nie mam takiego problemu 😉

  2. Anonimowy Reply

    nigdy w życiu nie jadłam kebaba 😛
    wszystkie punkty podobne do moich, tylko mam problem z białkami, ale ciągle z tym walczę:)

    • Serio? 😀 Dla mnie to jest właściwie jedyny fast food, którego zdarza mi się zjeść 😉
      U mnie z białkami nie ma żadnego problemu, z serka wiejskiego, jajek albo twarogu można wyczarować różne cuda 🙂

    • Anonimowy Reply

      wiem i często takie coś robię, ale zawsze jest za mało, teraz staram się bardziej pilnować:)

    • To wchodzi w krew 🙂 Kilka dni pilnowania się i będziesz dodawać białko do każdego posiłku 😉

  3. Cieszę się że zdecydowałaś się napisać o tym:) Ja nadal walczę z tym o czym rozmawiałyśmy,a takie wpisy z racjonalnym podejściem są bardzo inspirujące:)

    Widząc Twoje ''Fotomenu'' zauważyłam parówki z wartościowym składem gdzie jest samo mięso,mogłabyś napisać gdzie kupiłaś i z jakiej firmy?:)

    • Parówki z wartościowym składem? Powinno się o tym książki pisać, na wystawy z tym jeździć 😀

      Bardzo mi się podoba Twoje podejście do jedzenia. Ja akurat liczę makroskładniki i pomaga mi to w utrzymaniu sensownego jedzenia, poza tym mam poczucie spokoju, że nie jem przypadkowych rzeczy, bo często mi się zdarza nie dojadać, gdy tego nie robię :/

    • Setterka – tylko gdzie to "racjonalne podejście" się zaczyna i gdzie kończy? O tym też chcę napisać, bo zdarza mi się widzieć wpisy z tekstami "jesteśmy tylko ludźmi", "zjadłam całą czekoladę, bo to magnez", "nie ma co sobie odmawiać, żyje się raz" i im podobne.
      Co do parówek, to były to pewnie te z Drobimexu, 93% mięsa. Są prawie wszędzie, bo widziałam je i w realu, i w carrefourze, i w mniejszych sklepach 🙂

      Zelpy – wartościowy skład to może za dużo powiedziane, ale zerknij do zalinkowanego wyżej artykułu – zero śmieci.
      Ja oczywiście nic do liczenia makro nie mam, wręcz chciałabym mieć czas i zapał do robienia tego. Więc chwała Tobie 🙂 Ale słuchając swojego organizmu nie zdarzają mi się takie sytuacje, że jestem nie najedzona czy przejedzona. Instynktownie już wiem, jak powinna wyglądać moja porcja.

    • U mnie rachunek wyszedł prosty: najlepiej karmię swoje ciało na liczonej diecie i dobrze mi z tym. Mam nadzieję wypracować sobie dobre, "nieliczone" nawyki, ale teraz czas redukcji – czas dyscypliny 🙂 moje ciało mówi mi, że to działa, niewiele w tym sztucznych ustaleń. Najważniejsze to umieć słuchać siebie 🙂 podpatrzę, co tam linkujecie.

    • Setterko – właściwie to odmawiam, ale one mnie rzadko kuszą. Zazwyczaj raz w miesiącu [if you know what I mean], choć i to nie zawsze.
      Widziałam wpis Alicji, choć nie do końca się z nim zgadzam 😉

      Zielpy – jeśli Tobie jest z tym dobrze, to tym lepiej. No i na redukcji liczenie makro jest prawie zawsze konieczne, więc nie dziwię się, że to robisz 😉

    • Sprawdziłam w końcu ten skład parówek, myślę, że kwestia azotynu sodu może być dyskusyjna, szczególnie, jeśli spożywać to mają dzieci.

    • Z tego co wiem, to te parówki nie są reklamowane jako produkt typowo dla dzieci. Ale abstrahując od tego – azotyn sodu jest tu na ostatnim miejscu w składzie. Pewnie, że bez niego byłoby idealnie, ale nie da rady znaleźć wędliny niekonserwowanej takim czy innym środkiem. Według mnie to są i tak najlepsze parówki dostępne na rynku 😉

    • Kupnej czekolady – tak, a nawet rzadziej. Zazwyczaj jest to coś słodkiego przywiezionego zza granicy, czego chcę spróbować.
      Ale kombinuję w kuchni z kakao i robię własne "czekolady", które jem o wiele, wiele częściej – tak samo jak te o dobrym składzie 😉

  4. Mi się np. Zdarzyło, że ostatnie 3 dni poszalałam.. I mam poczucie winy przez to i czuję się jakby przytyła z 1kg znowu.. Jednego dnia jadłam zdrowo ale dużo i przerwy były tylko między śniadaniem i obiadem i na kolacje miska błonnika i za dużo kanapek.. Drugiego dnia poszłam do babci no i zjadłam te 10 cukierków.. A wczoraj dobrze się trzymałam, a na kolację zjadłam 4 wafle ryżowe, sałatkę z banana i pomarańczy i chyba z 6 plastrów boczku wędzonego.. ale potem poszłam pobiegać 😀 Mimo wszystko mam poczucie winy..

    • Przygotowuj własne słodycze i zabieraj ze sobą – cukierki u babci nie będą wtedy kusić. Polecam blok czekoladowy 🙂
      Takie podejście (tzn. "zjem, a później wybiegam") jest okej, jeśli zależy Ci na szczupłej sylwetce. Jeśli na zdrowiu – absolutnie nie. Wybiegasz tylko kalorie, a w organizmie wciąż zostanie ta chemia, utwardzone tłuszcze, a cukier też zdąży zrobić swoje.

  5. Skoro widzisz efekty to nie ma sensu liczyć kalorii czy makro, tym bardziej jesli nie chcesz byc fitnesską 🙂 a widać ze masz sporą wiedzę na temat żywienia, niektórzy mogliby się uczyć 🙂 pozdrawiam

    • Póki co nie aspiruję do takich tytułów. Mam inne rzeczy na głowie 🙂 Mimo to uważam, że nie jest ze mną ta źle 😉

  6. zdrowie jest najważniejsze! również to psychiczne 🙂 a takie skupianie się na liczeniu kalorii, no cóż, z własnego doświadczenia wiem, że bywa męczące i można popaść w jakąś obsesję 🙂 poza tym, czy liczenie kalorii i makroskładników jest naprawdę takie ważne? osobiście uważam, że nie, najważniejsze to jeść po prostu zdrowo i to, co się lubi 🙂

    • Taaaak, to czasami zakrawa o paranoję. Będąc na diecie 1000 kcal siedziałam przy wielkanocnym stole z wagą stołową na kolanach – wtedy to było dla mnie bardzo ważne, teraz widzę, że byłam po prostu w jakiejś obsesji.
      Zdrowe odżywianie to klucz! 🙂

Write A Comment