Nie ma chyba na świecie osoby, która nie lubi kokosowego smaku czy zapachu. Oprócz szerokiego wachlarza zastosowań orzecha kokosowego i jego pochodnych (olej kokosowy, mleczko kokosowe, wiórki kokosowe, woda kokosowa, mąka kokosowa itd.) w kuchni, z powodzeniem możemy użyć go również w łazience.

Na ten pomysł wpadłam całkiem niespodziewanie i zupełnie przypadkowo – takie podobno są najlepsze.
Zawsze po zrobieniu mleka kokosowego zostawała mi góra wiórek, których szkoda było mi wyrzucać. Próbowałam kilkukrotnie zrobić z nich jakieś placuszki – nie wyszły ani razu. Nie wiem, czy to ja nie mam zdolności kulinarnych, czy chodzi o coś innego – rozpadały się i już (nawiasem mówiąc – jeśli macie jakiś sprawdzony przepis – chętnie go przetestuję).
Zawsze jednak po odcedzeniu mleka od wiórek miałam cudownie miękkie, nawilżone i delikatnie natłuszczone dłonie. Pomyślałam, że właściwości kokosa można by więc wykorzystać na większej partii ciała.

Szklankę wiórków kokosowych zalałam dwiema szklankami wrzącej wody i zostawiłam pod przykryciem na całą noc. Po ich zblendowaniu i odcedzeniu otrzymałam mleczko kokosowe i drobno zmielone wiórki. Pierwszy z otrzymanych składników zużyłam do zrobienia ryżu na mleku (swoją drogą – najlepsze śniadanie ever!), a wiórki przełożyłam do miseczki, zaniosłam do łazienki i użyłam do kąpieli w ramach peelingu i nawilżenia ciała.
Efekt?

  • skóra gładsza w dotyku;
  • bardziej miękka;
  • kokos pozostawił lekki film, który nie był jednak tłusty i nie pozostawił śladu na ubraniach;
  • cudny kokosowy zapach przez pół dnia.

Ja na pewno jeszcze nie raz zafunduję sobie taką kokosową regenerację skóry i Was również zachęcam do wypróbowania tego sposobu. Kto przetestuje? 🙂

Obserwuj mnie na:
error