Ten tydzień był kiepski – i to bardzo. Choroba pokrzyżowała mi wszystkie plany, w pracy ledwo funkcjonowałam i totalnie nic mi się nie chciało. Jedyny plus jest taki, że trafiłam w końcu do bardzo, bardzo fajnego lekarza z normalnym podejściem – bez niepotrzebnych antybiotyków z jednej strony i niepróbującego wmówić mi, że „taka moja uroda” z krwotokami z nosa i słabą odpornością – z drugiej strony. Same konkrety, jakość ponad szybkością i do tego pogadaliśmy sobie o medycznym podejściu do treningów w czasie choroby. Jeśli chcecie, mogę coś o tym napisać.

A teraz zapraszam do oglądania 🙂

Kajusia w humorze „miziaj mnie, bo jak przestaniesz, to będę cię skubać moimi zębiskami!”

Orchiś zakwitł. Wow, storczyk taki fioletowy, wow! 😉 Przy okazji pobawiłam się trochę aparatem i udało mi się uchwycić jego „paszcze” w kilkudziesięciu ujęciach 😉
Jak widać – lubię zdjęcia robione w trybie (super)makro. Tutaj amarantus 🙂
I placki z amarantusa+sok z pomarańczy. Pychooota!
Praliny od Stewiarnia,pl zostały otwarte. Cztery wystarczyły żeby zaspokoić mój dzisiejszy apetyt na czekoladę.
Moje suple 😛 Kolejne treningi będą mega intensywne, bo oprócz siłowego FBW, podjęłam się misji na Slank.pl. Ale o niej napiszę wkrótce 🙂
Bałwan u sąsiadów. Dziś już niewiele z niego zostało, niestety.
I brzuch na koniec. Po śniadaniu, bez napinki. Całkiem zwyczajny i mało męski, huh? 😛
And the very last… Instamix.
1. Placki z amarantusem po raz drugi.
2. Przeceny w realu. Takich kwiatków było więcej! 😉
3. Ulubiony posiłek do pracy – twaróg, banan, rodzynki, migdały.
4. Mój rekord na rowerku – 35 min. nieprzerwanej jazdy. „Skrzydlate świnie” tak mnie wczoraj wciągnęły, że jakoś szybko to zleciało 😉

A jak Wam minął ten tydzień? 🙂

Obserwuj mnie na:
error