Najnieprzyjemniejszy miesiąc dobiega końca. I jego szczęście! Czas na podsumowanie.

W kwestii treningów jestem bardzo zadowolona. Mimo choroby udało mi się zrobić tylko dwie nieplanowane przerwy. Naprawdę ciężko jest robić cardio z zatkanym nosem i to je pominęłam dwukrotnie.
W listopadzie rozpoczęłam dzielony trening siłowy z moimi nowymi zabawkami, pisałam o nim szczegółowo tutaj. Efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania, jednak nie chcę tutaj wstawiać po raz n-ty tych samych zdjęć. Kto nie widział – zapraszam na mój profil na instagramie.
Trening siłowy przeplatałam ze skakanką, którą zdążyłam już porządnie znienawidzić. Staram się zawsze „wyskakać” te minimum 30 minut, umilając sobie czas jakimś filmem, serialem czy meczem, ale czasami nie daję rady z nudów. A rower stacjonarny jest jeszcze nudniejszy. Myślę o zamianie skakanki w niektóre dni na Fire classes z TurboFire. Jestem ciekawa, jak będzie mi się ćwiczyło z Chalene Johnson po tak długiej przerwie.

Listopadowe wyzwania podsumowałam w poprzednim poście, tam też opisałam moje wyzwaniowe plany na grudzień.

Poniżej prezentuję kalendarz treningów:

W kwestii odżywiania nie mam sobie nic do zarzucenia, nie licząc wypijania zbyt małych ilości wody. Staram się oszukiwać swoje pragnienie (czy raczej jego brak) herbatami i smoothies (ten z jabłkiem i pietruszką górował zdecydowanie nad innymi), ale efekty są raczej średnie… Jedyny plus to to, że jem sporo mandarynek i pomarańczy, które w ponad 80% składają się z wody.
Mam nadzieję, że od poniedziałku będzie z tym lepiej. Zaczynam pracę i siedząc w jednym miejscu łatwiej będzie mi kontrolować ilość wypijanych płynów, bo butelkę będę miała cały czas przed oczami. Oby w praktyce było to równie proste i efektywne, jak w teorii.

A jak minął Wam listopad? Zaliczyliście postawione sobie zadania?

Obserwuj mnie na:
error