Czytam kilkadziesiąt blogów fit i sportowych, jedne regularniej inne mniej, ale te prowadzone przez mężczyzn mogę policzyć na palcach jednej ręki. Jest ich dokładnie CZTERY (jeśli znacie jakieś, podajcie mi linki, chętnie zajrzę). Nie twierdzę, że każdy dbający o swoje zdrowie i formę mężczyzna musi prowadzić bloga, ale tak samo nie każda kobieta powinna to robić i nie pisałabym tego posta, gdyby te ilości były zbliżone.
Wśród moich znajomych płci męskiej z ledwością doliczyłam się pięciu, którzy uprawiają regularnie sport, z których tylko jeden dba o to, jak się odżywia.
Kiedy przyjrzę się znajomym-kobietom, w dwie sekundy dobijam do dziesiątki. Nie chcę podawać tutaj dokładnej liczby, bo pewnie i tak bym się pomyliła, ale myślę, że dziewczyn uprawiających sport znam ok. 40-50 (nie liczę tu blogerów ani blogerek!). Z tego minimum 1/3 stosuje się do podstawowych zasad zdrowego odżywiania albo przynajmniej stara się.

Kobiety przejmują się, kiedy mają za dużo fałdek na brzuchu, zbyt szerokie biodra, za duże boczki, grube nogi itd. Chcemy podobać się płci przeciwnej i wzbudzać zazdrość w przedstawicielkach naszej. Mężczyźni są do tego stopnia narcystyczni, że uważają, iż są idealni tacy, jacy są. My malujemy się i robimy fryzury codziennie, oni „zapominają” się ogolić. Generalizuję, a mój osąd opieram wyłącznie na moich obserwacjach i wiem, że może to być opinia krzywdząca dla wielu przedstawicieli płci brzydkiej. Jeśli Ty taki nie jesteś – uznaj siebie za wyjątek potwierdzający regułę, bo nie jestem feministką twierdzącą, że „wszyscy faceci są tacy sami”.
Inna sprawa, że mężczyźni często mimo braku ćwiczeń i tak są silniejsi, sprawniejsi i lepiej zbudowani od kobiet i ciężej im popaść w otyłość – ale nie tylko o to tu chodzi.

Chłopak mojej znajomej, kiedy ta zaczęła ćwiczyć i zdrowo się odżywiać, stwierdził, że nie ma po co się tak męczyć. Podobnych przykładów z mojego otoczenia mogłabym podać co najmniej kilka i jestem pewna, że Wy również znacie takie pary. Co nie oznacza, że odwrotne sytuacje nie mają miejsca – ja jednak takich nie znam.

Owszem, są panowie, którzy odwiedzają regularnie siłownię, biegają, grają w gry zespołowe czy uprawiają inne dziedziny sportu (umówmy się, szachy i brydż się nie liczą) i dla takich mam ogromny szacunek. Chodzi mi jednak o globalną skalę zjawiska. Od kiedy pojawiła się Ewa Chodakowska, idea zdrowego stylu życia rozprzestrzenia się niczym dobry wirus – niestety, głównie tylko wśród kobiet.

A przecież kiedyś sport był domeną mężczyzn. Ta mentalność do tej pory siedzi w ludziach starszego pokolenia, co widzę chociażby w rozmowach z moją babcią. Swoją drogą, będę musiała kiedyś zacytować Wam jej klasyki odnośnie do sportu i zrowego stylu życia, bo można się pośmiać 😉 Wracając do tematu – tak było kilkadziesiąt lat temu. Teraz mężczyzna dbający o siebie to chłopaczek w rurkach z perfekcyjnie wyprostowaną grzywką zasłaniającą pół twarzy – wytapetowanej oczywiście. Brrr! Zapamiętajcie, Panowie:

Co Wy sądzicie na temat regularnej aktywności fizycznej i zdrowego stylu życia wśród mężczyzn? Czekam na wszystkie opinie, niezależnie o płci komentujących 🙂

PS Ten post jest zapowiedzią kilku innych o podobnej tematyce, o podjęcie której mnie prosiłyście. Nie będę pisać ich sama, jednak informacje odnoszące się do mojego „pomocnika” póki co pozostaną tajemnicą. Do następnego razu! 😉

Obserwuj mnie na:
error