To już prawie miesiąc, kiedy gościmy w Polsce jesień i to nie tylko kalendarzową, ale i tę widoczną (i odczuwalną niestety) za oknem. Jeszcze kilka dni temu byłam pełna tęsknoty za latem i wszystkim naokoło opowiadałam, jak to bardzo nienawidzę tej pory roku. Teraz dalej tak jest, ale zebrałam się w końcu w sobie i postanowiłam jednak nie zapadać w sen jesienno-zimowy, tylko stawić czoła mojemu koszmarowi.
Nie zmienię pór roku, dlatego też jesień muszę zaakceptować. I nie dam się jej, będę walczyć wszystkim siłami. Póki co z tej walki wychodzę zwycięsko, dlatego chcę podzielić się z Wami moimi sposobami na przetrwanie jesieni – zimnej, mokrej i pozbawionej słońca.

  1. Łapię każdy promień słońca. W naszej strefie klimatycznej w okresie jesienno-zimowym ludzie cierpią na niedobory witaminy D z powodu niewystarczającej ilości słońca. Zastanawiam się nad włączeniem do diety suplementów zawierających tę witaminę, a póki co spędzam jak najwięcej czasu na dworze, kiedy słońce wychodzi zza chmur.
  2. Otaczam się zapachami, które pozwalają zapomnieć o zaokiennej jesiennej aurze. Moi faworyci póki co to woski do kominków: Bahama Breeze, Pink Sands, Vanilla Lime oraz Fluffy Towels i olejki zapachowe: wanilia, pomarańcza, truskawka. Plus ulubione perfumy: Secret Potion, Lady Million, U by Ungaro.
  3. Eliminuję z widoku wszelkie szarości. W moim pokoju goszczą żywe kolory, sama też staram się ubierać przynajmniej częściowo w barwy, które kojarzą się z latem i wiosną.
  4. Nie dopuszczam do tego, by zmarznąć. Kiedy wychodzę na zewnątrz dostosowuję swój ubiór do pogody, na uczelni siadam przy kaloryferach, a kiedy marznę w domu – robię krótkie treningi, które rozgrzewają mnie od środka.
  5. Ćwiczę – to najlepszy wyzwalacz endorfin i antydepresant.
  6. Jem smacznie i kolorowo. Staram się zawrzeć w jednym daniu jak najwięcej składników, łączę ze sobą różne produkty i przyprawy, często używając tych rozgrzewających. Doceniam sezonowe warzywa i owoce – przede wszystkim jabłka, gruszki i maliny, które ostatnio zbierałam w ogrodzie, ale i pomarańcze, które uwielbiam.
  7. Dużo piję. Przebywanie w ogrzewanych pomieszczeniach sprawia, że przez parowanie organizm traci jeszcze więcej wody, a niedobory szybko są widoczne i na skórze, i w samopoczuciu; częściej boli też głowa.
  8. Myślę o nadchodzących Świętach Bożego Narodzenia i Sylwestrze. To mój ulubiony okres w tej drugiej, gorszej połowie roku. Ja nie przebieram w środkach i „All I want for Christmas” czy „Last Christmas” dość często znajdują się na moich playlistach. Planuję już też powoli prezenty dla najbliższych i dekorację pokoju.
  9. Skoro już przy planowaniu jesteśmy, to pomaga mi też zaplanowanie sobie czasu wolnego, którego mam teraz ho-ho-ho i jeszcze więcej. Sprzątam, gotuję, czytam, oglądam filmy, pracuję w ogrodzie, robię szablony na blogi, spotykam się ze znajomymi, trenuję, uczę się, zajmuję się blogowaniem i sprawami okołoblogowymi… Staram się wykorzystywać każdą chwilę w sposób, który odwiedzie mnie od leżenia pod kocem z ciepłą herbatką i własnymi myślami.
  10. …aczkolwiek ciepłe herbatki też są dobre. Rozgrzewają od środka, więc kiedy wracam z dworu, szybko dochodzę do siebie. Popijam je jednak tylko przy innych zajęciach.
  11. Słucham energetyzującej muzyki, towarzyszy mi ona od rana do wieczora.
  12. Wysypiam się. Sen to najlepsza solucja na wszystko! W ostateczności można przespać tę jesień 😉

Lubicie jesień czy macie do niej taki stosunek jak ja? Jakie są Wasze sposoby na przetrwanie tej pory roku?

Obserwuj mnie na:
error