Od kiedy opublikowałam listę moich wyzwań na listopad, dostałam wiele wiadomości z prośbą o polecenie ćwiczeń, które pomogą w rozciągnięciu do szpagatu. Nie chcę polecać czegoś, czego nie sprawdziłam albo co nie działa, a ponieważ nie udało mi się do tej pory zrobić szpagatu, nie dam Wam gotowej recepty na sukces. Pokażę natomiast, jak ja się rozciągam, aby zdobyć ten cel. Będę wdzięczna za wszystkie wskazówki, bo do tej pory idzie mi, delikatnie mówiąc, średnio 😉

Do rozciągania ukierunkowanego na szpagat zabieram się zazwyczaj już po treningu i stretchingu standardowym. Jeśli danego dnia skakałam na skakance, nie rozgrzewam dodatkowo mięśni nóg, natomiast po treningu siłowym robię to prawie zawsze. Im lepiej rozgrzane są mięśnie, tym więcej można „wycisnąć” z rozciągania. Stretching sam w sobie jest przyjemny, owszem, ale poprzedzony porządną rozgrzewką może być dodatkowo pożyteczny.
Jeśli chodzi o dodatkową rozgrzewkę, robię tu zazwyczaj pajace, bieg w miejscu połączony ze skipem A i C i wymachy nóg na boki i przód-tył.

Następnie przechodzę do właściwego rozciągania.

Powyższe propozycje są tymi, które wykonuję najczęściej. Zdarza mi się dołączać do nich inne ćwiczenia, jeśli mam więcej czasu.
Po takim wstępie przechodzę do najcięższego momentu – próbuję jak najdłużej wytrzymać w pozycji prawie-szpagatu, pogłębiając go delikatnie z wydechem. Zazwyczaj utrzymuję pozycję przez minutę. Robię tak najpierw szpagat turecki, następnie francuski z lewą nogą wykroczną, a na końcu francuski z prawą nogą wykroczną, a to wszystko w trzech seriach przeplatanych wymachami nóg – po 20 na każdą stronę w obu wariantach.

Efekty powalają ich brakiem, dlatego jeśli macie dla mnie jakieś wskazówki, będę wdzięczna za każdą! 🙂

Obserwuj mnie na:
error