Uwielbiam ryby i pisałam już o tym wielokrotnie, ale do makreli mam szczególny sentyment, bo będąc jeszcze dzieckiem to ona najczęściej gościła na moim stole. Z rybami jest jednak taki problem, że mają ości i mimo tego, że u mnie w domu wszyscy makrelę lubią, to dopóki nikt jej nie obierze, pozostanie nietknięta. Zazwyczaj to ja podejmuję się tego zadania i przyrządzam ją wtedy według pomysłu mojej babci. Chciałabym bardzo wypróbować inne sposoby na zrobienie pasty z makreli, ale wszystkie dodatki typu jajka, ogórki kiszone czy twaróg tak mi do niej nie pasują, że nawet nie próbuję. Mimo tego, że nie mam delikatnego żołądka, a mój były współlokator (pozdrowienia!) wciąż śmieje się z tego, że jadłam kanapkę z rybą czy wędliną, a zaraz po niej z dżemem, to są połączenia, których nawet nie próbując nie jestem w stanie zaakceptować. Musiałabym chyba nie wiedzieć, co siedzi w środku 😉

Składniki

  • wędzona makrela,
  • cebula,
  • łyżka masła/oleju,
  • pieprz,
  • zielona pietruszka (opcjonalnie).

Przygotowanie

Makrelę obieramy do miseczki. Cebulę kroimy jak najdrobniej i dodajemy do makreli. Przed wrzuceniem jej do miseczki można ją odrobinę posolić i zostawić na parę minut, aby zmiękła, ale ponieważ ja soli nie używam, nie zrobiłam tego.
Do ryby dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy lub blendujemy – wtedy pasta będzie jeszcze bardziej kremowa. Smarujemy pieczywo i zajadamy się najprostszą pastą z makreli, jaka istnieje! 🙂

Jak Wy przyrządzacie makrelę?

Obserwuj mnie na:
error